Przejdź do głównej zawartości

Czy w Unii są równi i równiejsi? | Młodzi w Polityce


Podczas pierwszego dnia 53. Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa na panelu dyskusyjnym o przyszłości Europy, w którym uczestniczyli: prezydent Republiki Litewskiej, v-ce przewodniczący KE, minister finansów RFN, oraz reprezentant Polski - minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski, doszło do ostrej wymiany zdań między szefem polskiej dyplomacji a Franzem Timmermansem.

Szef MSZ zapytał pana Timmermansa, kiedy Holandia stworzy Trybunał Konstytucyjny zgodny z europejskimi standardami i dodał, że jest to pytanie retoryczne. Sprowokował tym burzę, gdyż była to kolejna z nietrafnych wypowiedzi ministra. Wiceszef KE szybko odparł, że nigdzie w prawie europejskim nie ma zapisów o konieczności posiadania przez kraj TK.

-Czy możemy przestrzegać naszą konstytucję? – zapytał szef MSZ – Ależ proszę bardzo, tylko o to was prosi KE – odparł Timmermans. – Ale czy możemy przestrzegać naszą konstytucję, a nie waszą wizję naszej konstytucji? – zapytał Waszczykowski.

Tak więc dyskusja o „zagrożonej” demokracji w Polsce rozgorzała na nowo. Podczas gdy Unia zajmuje się praworządnością w Polsce, socjalistyczny rząd Francji przepchnął przez parlament ustawę zgodnie z którą portale internetowe „pro-life” nie będą mogły zniechęcać kobiet do aborcji poprzez mówienie np. o negatywnych skutkach aborcji dla psychiki kobiety. Jest to jawne kneblowanie, zabieranie wolności wypowiedzi, podstawy demokracji, ale KE ani żadna inna instytucja unijna nie śmie się odezwać. Czy więc nadal chodzi Unii o ratowanie polskiej demokracji, czy chodzi jednak o stołki w rządzie polskim? Dlaczego na Polskę donoszą „wszystkie pod słońcem” fundacje broniące praw człowieka, a w przypadku Francji, demokracji bronią tylko republikanie, którzy zapowiadają skargę do Trybunału Konstytucyjnego?

Francja słynie z wolności, której początki sięgają końcówki osiemnastego stulecia, a w tym momencie zamyka usta tym, którzy o aborcji mają inne zdanie niż socjaliści. Do wyborów we Francji zostało kilka miesięcy, a rząd rozpoczął konflikt. Reforma ta jest usprawiedliwiana rzekomą walką z dezinformacją, ale co to za dezinformacja, skoro naukowcy nie mogą w stu procentach stwierdzić, kiedy „zaczyna się” człowiek, a wpływ aborcji na psychikę potwierdziło, jak i zanegowało wiele badań. Teraz, jeżeli ktoś dopuści się „dezinformacji” może podlegać karze pozbawienia wolności do lat 2, ale czy w ogóle wprowadzenie tych przepisów nie jest ograniczaniem wolności (la liberte)?

Unijni urzędnicy jednak nadal mogą nas mile zaskoczyć, tak więc czekamy na odezwę, jeżeli bronimy demokracji, to brońmy jej wszędzie.

Komentarze