Przejdź do głównej zawartości

Wypadek Premier Beaty Szydło. | Młodzi w Polityce

Cała sytuacja zdarzyła się w ubiegły piątek, kilkanaście minut przed godziną 19 w Oświęcimiu, w Województwie Małopolskim. Kolumna samochodów BOR odwoziła panią Premier do domu i akurat stosowali manewr wymijania na podwójnej ciągłej, gdy nieoczekiwanie inny uczestnik ruchu drogowego zaczął skręcać. Samochód z panią Premier po zderzeniu wjechał w drzewo. Kierowca Seicento, który niemal od razu został oskarżony o spowodowanie wypadku, spędził cały wieczór na komendzie Policji. W miarę upływu godzin na jaw wychodziło coraz więcej informacji wskazujących na winę kolumny rządowej.


Jedną z pierwszych była kwestia, czy kolumna używała sygnałów dźwiękowych, ponieważ bez nich samochody rządowe nie są uprzywilejowane. 21-letni kierowca od samego początku twierdził, że nie słyszał żadnych sygnałów, a niektóre media podały, że słuchał on głośno muzyki, do czego odniósł się jego adwokat, który stwierdził, że jego klient o muzyce dowiedział się dopiero w domu, z telewizji. Wersję młodego kierowcy potwierdza anonimowe źródło w BOR, które twierdzi, że pani Premier zawsze, gdy zbliżają się do miejsca jej zamieszkania, każe wyłączyć sygnały dźwiękowe. Jeżeli faktycznie sygnały były wyłączone, to kolumna nie miała prawa wyprzedzać na podwójnej ciągłej linii.


Bardzo rażącym złamaniem procedur jest to, że samochody BOR jechały w znacznej odległości od siebie, co powodowało bardzo duże niebezpieczeństwo. Gdyby bowiem ktoś miał na celu śmierć pani Premier, łatwo mógłby wbić się prosto w jej auto, natomiast samochody z kolumny powinny jechać zderzak w zderzak, oraz aby możliwie nie było wiadomo, w którym aucie jedzie szefowa rządu. Szef MSWiA usilnie stara się zrzucić winę na byłego szefa BOR, generała Janickiego, który nie mógł mieć nic wspólnego z wypadkiem. Warto by czasami uderzyć się w pierś i powiedzieć: „tak, przepraszamy, to nasza wina”, zamiast zrzucać winę na młodego kierowcę. Świadkowie zdarzenia składają sprzeczne zeznania, jedni słyszeli sygnały, natomiast drudzy nie.

Przykrą rzeczą jest to, że ten incydent stał się przedmiotem gry politycznej. W obronę kierowcy Seicento od razu zaangażowali się m.in. Borys Budka, były minister sprawiedliwości, teraz poseł, który zaoferował pomoc prawną rzekomemu sprawcy wypadku.





Szef MSWiA twierdzi, że kierowca pani premier zaczęła pracę o 18 w Krakowie, a więc kilkadziesiąt minut przed wypadkiem, co świadczyłoby, że kolumna rządowa musiała jechać szybciej niż 100km/h. Natomiast anonimowe źródło z BOR-u z którym rozmawiali dziennikarze Wirtualnej Polski twierdzi, że rząd kłamie, ponieważ kierowca rzekomo zaczął pracę o 7 rano, w Warszawie, a więc 11 godzin wcześniej, co narusza już mocno zachwiane zaufanie do polityków partii rządzącej.




Na szczęście nie skończyło się aż tak źle, jak by mogło się skończyć. Beata Szydło pozostaje od kilku dni na obserwacji w szpitalu, a jeden z funkcjonariuszy BOR-u ma złamaną nogę. Miejmy nadzieję, że politycy w końcu podejmą działania w celu zapewnienia większego bezpieczeństwa VIP-om

Komentarze