Przejdź do głównej zawartości

Inwigilacja Obywateli RP i Ryszarda Petru | Młodzi w Polityce

Według nagrań i materiałów „Gazety Wyborczej” dwóch członków stowarzyszenia Obywatele RP (Wojciech Kinasiewicz i Tadeusz Jakrzewski) oraz poseł, Ryszard Petru byli 21 lipca śledzeni przez policję. Inwigilacja odbywała się w czasie senackich obrad nad ustawą o Sądzie Najwyższym. Wtedy też odbywały się demonstracje przeciwko zmianom w polskim sądownictwie.


„Gazeta Wyborcza” dostała anonimowym e-mailem nagrania rozmów policjantów, które dotyczyły aktualnej lokalizacji obserwowanych. Według dziennika jest to oczywisty dowód na inwigilację.

No, posłuchaj: Pan Petru, Nowy Świat dwadzieścia siedem. To jest chyba siedziba Nowoczesnej. Wszedł do środka. Słuchaj, załogę mogę puścić już pod Sejm? - możemy usłyszeć od jednego z policjantów.


Policjanci stołecznej policji po artykule oznajmili, że celem takiej obserwacji była ochrona posła, Ryszarda Petru. Tego typu ochrona nie spodobała się jednak R. Petru. Ogłosił on, że zgłosi zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa.

- Policjanci zabezpieczający teren przyległy do Parlamentu RP, gdzie w ostatnim czasie miały miejsce liczne manifestacje, dokładali wszelkich możliwych starań, aby osoby uczestniczące w zgromadzeniach mogły w poczuciu bezpieczeństwa wyrażać swoje poglądy, aby bezpiecznie czuły się osoby postronne, a także parlamentarzyści, którzy często poruszali się w tym rejonie pieszo. - poinformowała w oświadczeniu Komenda Stołeczna Policji.

Jednak członkowie Obywateli RP, nie tylko ww. dwójka, byli obserwowani, ponieważ wcześniej deklarowali, że mogą łamać prawo. Jak podała KSP; obserwacja osób, które oświadczają, że będą naruszać prawo jest standardowym działaniem policji.

Znalezione obrazy dla zapytania szymczyk i błaszczak

Co ciekawe, 31 lipca MSWiA wydało komunikat dotyczący tej organizacji. Ministerstwo daje dwa tygodnie na „usunięcie uchybień w działalności zarządu”. Podobno na stronie organizacji znajdują się treści znieważające „demokratycznie działające organy władzy” oraz nawołujące do łamania prawa. Organizacji grozi zawieszenie zarządu organizacji i wyznaczenie zarządu przymusowego.

Według większości opozycji jest to jasny sygnał dla nich, że są inwigilowani. Niektórzy obawiają się, że to jest krok w stronę państwa policyjnego. Platforma Obywatelska i .Nowoczesna wysłała bardzo wiele wniosków, zapytań oraz listów do m.in. Prezesa Rady Ministrów, Beaty Szydło, Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracyjnych, Mariusza Błaszczaka, Głównego Komendanta Policji, Jarosława Szymczyka. Opozycja obawia się, że inwigilacja była prowadzona z inicjatywy któregoś z polityków partii rządzącej. Jest też możliwa próba zastraszenia opozycjonistów.

Mimo wszystko, wielu zauważa, że działania policji mogły naprawdę nie być inwigilacją. Z nagrań wynika, że policja znała tylko lokalizację obserwowanych. Nie obchodziło policjantów z kim R. Petru się spotykał, a zwłaszcza co mówił. Gdyby policji chodziło tylko o poznanie aktualnej lokalizacji całej trójki to użyliby nowszej metody, czyli namierzania telefonów na podstawie połączeń z nadajnikiem. Ponadto jeden z funkcjonariuszy nie wiedział w pełni do jakiego budynku wszedł poseł. „(...)To jest chyba siedziba Nowoczesnej(...)”. Policjant odpowiedzialny za inwigilację posła powinien wiedzieć, gdzie jest siedziba partii tego posła.



Czy rzeczywiście policja inwigilowała przewodniczącego .N czy tylko zapewniała ochronę? W czasie takich demonstracji sytuacja może się szybko zmienić, z agresji słownej może dojść do bójki, o czym przekonaliśmy się w Radomiu. Myślę, że działania policji były w tym przypadku prawidłowe. Ryszard Petru w ostatnim czasie nie miał przychylnej prasy, zwłaszcza wśród prawicowo-narodowych mediów, istniało zagrożenie dla jego bezpieczeństwa. Poczekajmy jednak na wyroki sądów, które miejmy nadzieję, pozostaną niezawisłe.

Podobny obraz

Warto też zwrócić uwagę na inwigilację nas, zwykłych obywateli. Na początku 2016 roku, Prawo i Sprawiedliwość bardzo szybko wprowadziło tzw. „ustawę inwigilacyjną”. Ustawa budziła szerokie wątpliwości, łamała prawa konstytucyjne, ułatwiała dostęp władz do naszych danych. Mimo takich uproszczeń, służby rzadziej sięgały po nasze dane. Ministerstwo sprawiedliwości przedstawiło informacje na temat tego ile razy służby sięgały po nasze dane. W 2016 roku służby przetworzyły 1,1 mln danych. Dla porównania w 2014 roku ta liczba wynosiła ponad 2,3 mln. Jednak uprawnienia wynikające z „ustawy inwigilacyjnej” nie obowiązywały przez cały 2016 rok. W tym roku ta liczba może wzrosnąć, a nawet przekroczyć 2,3 mln. ABW i CBA zbiera nasze dane profilaktycznie. Dosyć sporo informacji o nas służby pobierają też z serwisów społecznościowych. Może następnym razem przed wstawieniem zdjęcia z jakiegoś marszu powinniśmy się zastanowić?

Aleksander F.

Komentarze

  1. Takie podsłuchy jak za PO to nikt w Europie nie widział.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz