Przejdź do głównej zawartości

Czy Polskę czeka kryzys gospodarczy? | Młodzi w Polityce

Ministerstwo finansów z Teresą Czerwińską na czele chwali się ze zwiększonych wpływów z uszczelnienia VAT i koniunktury napędzającej rozwój polskiej gospodarki. Obywatele wydają więcej, płaca minimalna rośnie a PKB osiąga swoje szczyty. Cud, marzenie, mimo wszystko jednak nie wiemy czy tak dobrze w polskim kraju dzieje się. 


Zobacz obraz źródłowy

Na konwencji Prawa i Sprawiedliwości premier Morawiecki pochwalił się dodatkowymi 30 miliardami złotych wpływu do sakwy państwowej w roku poprzednim i zapowiedział jeszcze większe w tym roku. Zapowiedzieć, zapowiedział ale nie zapisał. W ustawie budżetowej, akcie uchwalanym przez parlament nie wspomniano o tych zwiększonych wpływach z tytułu uszczelniania VAT-u. Nie chodzi nawet o to czy te pieniądze pojawią się na koncie bankowym państwa czy też nie, lecz o nieumiejętność zaplanowania dochodów. Według budżetu wpływy z VAT-u mają przestać, rosnąć w najbliższym czasie. O braku dobrego kalkulowania świadczy to, iż w roku poprzednim widzieliśmy jak rozbieżne były dochody zapisane a realne. Kilka miesięcy chwalimy się nadwyżką w budżecie a następnie obserwujemy deficyt.

Zobacz obraz źródłowy

Najgorsze, co niestety prezentuje się w obecnym systemie planowania budżetu to zbyt optymistyczne podejście. Większość ekonomistów i przedsiębiorców zgadza się — jesteśmy na końcu dobrego cyklu koniunkturalnego. Oznacza to, że niedługo pomyślna sytuacja w gospodarce powinna się skończyć. Już widać symptomy przegrzanej gospodarki. PKB nie rośnie już w tym tempie co wcześniej, płace rosną w pośpiechu a bezrobocie maleje. Zmniejszony dług o którym traktował Morawiecki był efektem wysokiej ceny złotego. 40% długu denominowane jest w walutach zagranicznych, dlatego też osłabnie kursu tych walut zmniejszały wyrażenie długu w polskim złotym. Według premiera jednak cykl koniunkturalny trwać będzie jeszcze 3 lata, w planie konwergencji wysłanym do Komisji Europejskiej wskazywał utrzymanie tempa, o spowolnieniu nic nie wymieniając.

Zobacz obraz źródłowy

To co ma nadejść dla gospodarki, nie będzie jedynie bólem miejscowym, następny etap cyklu koniunkturalnego uderzy w cały świat. Błędem jaki popełnia partia rządząca jest zupełne niewykorzystanie tego co mamy. Zamiast starać się zniwelować efekty, jakie będą widoczne podczas kryzysu, to zwiększamy wydatki socjalne i zniechęcamy ludzi do pracowania. O braku rąk do pracy i prawdopodobnym gniciu mnóstwa truskawek oraz czereśni już każdy słyszał. O tym, że zakaz handlu w niedzielę zmniejszył konsumpcję też już wiemy. Nie tylko konsumpcję bo studenci którzy chcieliby dorabiać również nie mogą. PIS zamiast wykorzystywać okazję na spłatę długu to dodatkowo zadłuża się u własnych obywateli poprzez akcję dostałeś 500+ to teraz kup nasze obligacje. Rząd marnuje świetną sytuację gospodarczą na populistyczne socjalne wydatki, a z tych już tak łatwo wycofać się nie można. O ile chce się wygrać wybory… bo w Polsce niestety nie wygrywają programy naprawy budżetu, wygrywają Ci co zaoferują najwięcej. Zaoferują najwięcej, a potem obywatele sami za to zapłacą, już płacą i będą płacili.

Zobacz obraz źródłowy

Dlatego życzmy sobie drodzy Państwo opamiętania wyborców, by oprócz własnego krótkotrwałego interesu zobaczyli realne zagrożenia dla gospodarki i wiedzieli o tym jak gospodarka się zachowuje, że jak zabieramy z niej pieniądze to nie rośnie. A partiom przypominamy o całkowitym interesie Polski, nie tylko 4-letniej kadencji.

Adam Górecki

Komentarze