Przejdź do głównej zawartości

Chińska pułapka | Młodzi w Polityce

Morze Południowochińskie jest dla Polaka kompletną abstrakcją – tak być nie powinno. W istocie znajduje się bowiem na uboczu horyzontów geopolitycznych większości polityków naszego kraju, ze względu na złożoność problemu oraz, tylko pozornie, brak powiązania z naszą polską rzeczywistością. 

System naczyń połączonych

Ponad trzydzieści procent światowego handlu przepływa rokrocznie przez Morze Południowochińskie, by później minąć cieśninę Malakka, pomiędzy Indonezją i Malezją, a następnie rozdzielić się na wszystkie strony świata. Jest to największy szlak handlowy czasów współczesnych porównywalny z tym Jedwabnym setki lat temu.

Z tego właśnie wynika jego geopolityczne znaczenie dla każdej ze stron sporu o wody terytorialne na Morzu Południowochińskim. Ten, kto posiada kontrolę nad Morzem Południowochińskim, jest w stanie, w gruncie rzeczy, kontrolować handel światowy. Żadna ze stron obecnie nie planuje ograniczeń w swobodzie żeglugi na morzu, ale w sytuacji wojny może się to zmienić. I to właśnie wtedy dla Chin najważniejsze będzie przejęcie kontroli nad tym regionem świata.


Światowa gospodarka stanowi system naczyń połączonych, gdzie każde ograniczenie handlu, każdy pojedynczy kryzys, odbija się na wskaźnikach gospodarczych, jeśli nie wszystkich, to przynajmniej większości krajów na świecie. Niedawny przypadek wycofania się z umowy z Iranem Stanów Zjednoczonych spowodował gwałtowny wzrost cen baryłek ropy Brent na całym świecie. Wobec tego należy zadać pytanie: "Co się stanie, jeśli Morze Południowochińskie nie będzie już tak żeglowne, jak obecnie?".

Odpowiedź na to pytanie jest niezwykle prosta: światowy kryzys na skalę znacznie większą niż krach na Wall Street w 1928 roku. Większość światowego przemysłu opiera się na tanich półproduktach pochodzących z Chin, takich jak układy scalone czy też stopy stali. Odcięcie Morza Południowochińskiego to nie tylko ogólnoświatowy kryzys, ale też potężne zachwianie pozycją Chin jako wiodącej gospodarki. Chiny nie byłyby wówczas w stanie eksportować swoich towarów najkrótszym z możliwych szlaków. Czas i dłuższa droga w okolicach wysp Borneo i Celebes, czy też tzw. przejście północne za kołem podbiegunowym oznaczałyby znaczne zmniejszenie konkurencyjności Chin na rynkach światowych. 


Karaiby


Na problem Morza Południowochińskiego należy także spojrzeć z innej perspektywy. W 1898 roku Amerykanie przeprowadzili inwazję na hiszpańską jeszcze wtedy Kubę. Po wygranej wojnie rozpoczęła się seria interwencji w krajach karaibskich zainicjowana w ramach doktryny Monroe wyznaczającej przewodnią rolę Stanów Zjednoczonych na zachodniej półkuli. Przed drugą wojną światową Morze Karaibskie – podbrzusze Stanów stanowiło już w zasadzie amerykańskie mare nostrum, co było niezwykle ważne ze względu na handel odbywający się poprzez porty Zatoki Meksykańskiej przez Kanał Panamski na Pacyfik, właśnie przez Morze Karaibskie. 


Oczywiście nie można sprowadzić obecnej sytuacji Morza Południowochińskiego wyłącznie do Karaibów końca XIX wieku. Amerykańskiej dominacji w Karaibach nikt już od ponad stu lat nie kwestionuje, zaś chińską w rejonie Morza Południowochińskiego – praktycznie każdy. Chociaż inna jest sytuacja geopolityczna, kraje pokroju Wietnamu czy Indonezji zjednoczone w ASEAN (Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej) byłyby w stanie przeciwstawić się Chinom. Nikaragua czy Portoryko w latach 30. XX wieku – już niekoniecznie. Inne są też stosunki wielkich mocarstw. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania były w wielu aspektach, szczególnie po I wojnie światowej, w partnerskich oraz przyjacielskich relacjach. Chiny ze Stanami Zjednoczonymi być może bywają w partnerskich, lecz z pewnością nie w przyjacielskich.

Jednak to porównanie pozwala postawić tezę, że Morze Południowochińskie to podbrzusze Chin, podobnie jak Karaiby – USA. Chiny nie są w stanie wycofać się z regionu, bo nie miałyby gdzie, zaś Morze Południowochińskie to dla nich naturalna droga ekspansji gospodarczej (Nowy Jedwabny Szlak zaproponowany przez Xi Jinpinga), jak i militarnej (bazy na sztucznych wyspach na Morzu Południowochińskim).

Arabia


Chiny nie są w stanie być niezależne energetycznie jak chociażby Rosja czy Stany Zjednoczone. Ich zapotrzebowanie będzie tylko rosło, zaś energetyka odnawialna nie jest w stanie odpowiedzieć na rosnące potrzeby przemysłu chińskiego. Większość surowców energetycznych, w tym tak istotnej ropy naftowej, importowanych do Chin pochodzi z krajów Zatoki Perskiej. Zasadniczy problem polega jednak na tym, że Saudowie (główni eksporterzy OPEC-u) mają lepsze relacje ze Stanami Zjednoczonymi niż Chinami i dlatego w przypadku kryzysu szybciej staną po tej pierwszej stronie. Nie jest to wiedza tajemna, dlatego Chiny, podobnie jak inne mocarstwa, starają się dywersyfikować dostawy surowców energetycznych. 

Morze Południowochińskie jest bogate w surowce naturalne, szczególnie ropę i gaz. Daleko tym zasobom do złóż arabskich czy też syberyjskich, ale byłoby to dodatkowe 17% gazu i ropy ze źródeł własnych dla Chińczyków, a w sytuacji konfliktu, każde dodatkowe źródło surowców energetycznych jest cenne. 


Jest to kolejny powód, dla którego Chińczycy próbują objąć kontrolę nad tzw. linią dziewięciu kresek, która obejmuje ponad 85% powierzchni Morza Południowochińskiego. Budują na rafach koralowych sztuczne wyspy, pasy startowe dla samolotów, bazy wojskowe i porty, a to wszystko, by powiększyć swoje wody terytorialne i wyłączną strefę ekonomiczną.

Pułapka Tukidydesa



Jeden z pierwszych historyków obok Herodota – Tukidydes napisał “Wojnę Peloponeską” o walkach pomiędzy Atenami a Spartą. Przez amerykańskiego geopolityka Grahama T. Allistona został ukuty termin pułapki Tukidydesa, czyli sytuacji, w której dwa mocarstwa są predestynowane do konfliktu – jedno rodzące się, drugie już z ugruntowaną pozycją. Będą to odpowiednio Ateny oraz Sparta, Francja i Wielka Brytania XVIII wieku, Francja doby Napoleona III oraz Prusy. Zdecydowana większość z przypadków podawanych przez Allistona kończyła się wojną, a zaledwie w przypadku czterech doszło do pokojowego rozwiązania. Pułapką Tukidydesa była również Zimna Wojna, z której, jak wiemy, udało się nam wyjść bez bezpośredniego konfliktu USA–ZSRR. Zasadniczym problemem teorematu, który wynika z założeń pułapki Tukidydesa, jest fakt, że USA i Chiny nie są w stanie dążyć do wojny, gdyż byłoby to zdecydowanie zbyt kosztowne dla obu stron. George T. Allistone próbuje odpowiedzieć na ten zarzut w następujący sposób: mogą nie chcieć dążyć do konfliktu, ale i tak dążą.



Odpowiadając na pytanie: "Jakie powyższa analiza ma związki z Polską?", należy wskazać, iż polska gospodarka nie jest samotną wyspą, a współczesnym zasadom gospodarczym daleko do autarkii, dlatego też, jakiekolwiek ograniczenie handlu światowego może powodować dla nas daleko idące konsekwencje.

Czy może dojść do konfliktu? Nie życzyłbym tego nikomu, ale historia potrafi napisać nieprzewidywalne scenariusze...

Michał Wyrębkowski

Komentarze