Przejdź do głównej zawartości

Lekcje religii w szkołach | Młodzi w Polityce

Lekcje religii prowadzone w szkołach, wzbudzają w niektórych osobach mieszane, czy nawet negatywne odczucia. Czym to jest spowodowane? Czy należy taki problem generalizować w stosunku do wszystkich katechetów? I wreszcie: Czy kiedyś było lepiej?


Znalezione obrazy dla zapytania krzyż w szkole

Podstawa prawna

Lekcje religii w polskich szkołach są prowadzone na podstawie instrukcji MEN z dnia 30.08.1990 roku oraz na podstawie konkordatu między Stolicą Apostolską a Rzeczpospolitą Polską — umowa międzynarodowa zawarta w 1998 roku między papieżem rodakiem Janem Pawłem II i ówczesnym prezydentem RP Aleksandrem Kwaśniewskim. W treści tego dokumentu zapisane są punkty mówiące o organizowaniu lekcji w szkołach państwowych w wymiarze 2 godzin w tygodniu, na podstawie programu nauczania przygotowany przez organy kościelne i w oparciu o przepisy kościelne. Nauczać może duchowny katolicki albo specjalnie wykształcony katecheta, a osoby te dostają ze szkoły normalną pensję, jak każdy inny nauczyciel. W takim razie co jest nie tak z ingerencją kościoła w życie szkolne?

Od plecaków po rekolekcje

Dzieci są zachęcane przez osoby związane z kościołem, do przyjścia do świątyni i „poświęcenia” swoich wyprawek szkolnych. Zabieg sprowadza się do pochlapania plecaków wodą. Tylko, czy osoby te biorą pod rozwagę to, co się będzie działo potem? Czy zdają sobie sprawę, że inni rówieśnicy dzieci, którzy są „innowiercami”, albo po prostu nie wierzą w Boga, będą mieli w opinii dzieci „gorsze plecaki”, bo tak powiedział ksiądz w kościele? Obawiam się, że niestety nie. A co niewierzący uczniowie powinni robić? Powinni chodzić na lekcje etyki. Problem jest w tym, że nie każda szkoła organizuje takie zajęcia, mimo że jest na nie zapotrzebowanie i jest taki obowiązek wynikający, chociażby z Konstytucji RP, mówiący o tolerancji religijnej. Dużo zależy od interpretacji, ale jeżeli się uprzeć to jest to krzywdzenie cudzych poglądów dotyczących Boga, czy też nieboga. Kolejny absurd to wstawianie lekcji w środku dnia. Z reguły nigdy nie są w tym czasie prowadzone lekcje etyki, toteż uczniowie niekatoliccy, w publicznych i państwowych szkołach z powodu ingerencji dostojników duchownych w program nauczania. To jest dla takowych uczniów krzywdzące, ze względu na to, że siedzą w tym budynku szkoły dwie godziny dłużej, niż powinni. Znów z tego powodu „religijne” dzieci rzucają szykany w kierunku niechodzących na religię, uważają je za gorsze i są w stosunku do nich złośliwe. Często też nie tylko dzieci, ale i nauczyciele nadużywają swojej wątpliwej władzy, urażając je swoimi poglądami na tematy wiary. Kolejna głupota — wliczanie średniej z religii do średniej szkolnej. Jeżeli trafi się na upierdliwego, złośliwego katechetę, można w ten sposób stracić szansę na świadectwo z wyróżnieniem. Dlaczego nie podsumowuje się tego przedmiotu, po prostu krótkim stwierdzeniem: „uczęszczał / nie uczęszczał” albo „zaliczył / nie zaliczył”? Po co narzucać przetrzymywanym i wymęczanym przez obecny i nadchodzący system edukacji, nadmiarem godzin, kolejną dawkę stresu. Stresu, który jest bardzo niekorzystny dla zdrowia. Ostatni z wielkich absurdów to odwoływanie zajęć z powodu rekolekcji. Z jakiej racji szkoła udostępnia godziny lekcyjne, przeznaczone na zrealizowanie ramowego planu nauczania na nauki prowadzone w kościele?

Dlaczego „salka” była lepsza?

Teraz na lekcję religii uczęszcza każdy, kogo zapiszą rodzice. Niegdyś, w czasach przeokropnej komuny, do salki przychodził zainteresowany, nikt nie czuł odgórnej presji. Teraz rodzice, nawet jeśli nie chcą, zapisują dzieciaka, by nie dawać mu powodów do przykrości. A potem taki gagatek chodzi i przeszkadza chętnym wyniesienia ze szkoły jakichś wiadomości, a szkoła zdana jest na łaskę rodzica, bo przecież nie można zakazać chodzenia na religię. Poprzez religię w szkole spadł przede wszystkim poziom słuchacza na zajęciach. Salka poprzez selekcję naturalną odrzucała niezainteresowanych przedmiotem zajęć. Dlaczego więc do tego nie powrócić, jeżeli to w dużej mierze nie uczniowie zgłaszają problem, ale sami katecheci? Istnieje opcja, że do tego dążymy, zajęcia pozalekcyjne zyskują coraz większą rzeszą zwolenników, prawdopodobnie z powodu nie inwazyjności takich zajęć i odrzucenia większości zarzutów, jakie stawia się lekcjom religii dzisiaj.

Katecheta, czyli zmora

Niewiele osób ma szczęście do dobrego katechety. Z reguły problemy zdarzają się już w wieku dziecięcym, kiedy to osoba ta powie coś nieodpowiedniego dla dziecka w tym wieku. Ilu to dzieciom psuto wyobrażenie świętego Mikołaja lub opowiadano okropne rzeczy o umieraniu, dzięki czemu pojawiały się nocne koszmary. Ilu uczniów zostało pokrzywdzonych przez nadgorliwego, antyludzkiego katechetę, zasypanych tysiącami uwag i setkami złych ocen, wpływających negatywnie na średnią? Odpowiedź brzmi: bardzo dużo.

Zmiany, jeszcze raz zmiany

Lekcjom religii w szkole potrzebne są zmiany. Jeżeli kościół jako instytucja nie chce tracić wiernych, a zyskiwać, powinien wprowadzić zmiany. Po pierwsze personalne. Jeżeli tak abstrakcyjnego przedmiotu uczy osoba nieludzka i złośliwa, popierana przez kościół, to źle o tym świadczy. Katecheta to człowiek wyrozumiały, umiejący utożsamić się z uczniem, podstawić siebie do szkolnej ławki, wreszcie przekazujący wiedzę o Bogu i nauczający religii, a nie pseudopolitykier, podstawiony z góry, aby manipulować ludźmi. Po drugie — formuła lekcji i system oceniania. Tutaj zostawiam wolną rękę władzom kościelnym. Chodzi o prowadzenie niewymagających lekcji i niesurowego systemu oceniania. Po trzecie — ograniczenie ingerencji kościoła w życie szkoły. To są dwie osobne instytucje. O tyle, ile poczet sztandarowy na ważnych mszach, czy zaproszenie katechety na akademię w szkole są normalne, o tyle podlizywanie się nawzajem przez biskupów i dyrektorów, to po prostu nielegalny w moim przekonaniu interes. Może się mylę...

Artykuł zawiera moje osobiste poglądy, każdy może posiadać inne, ale apeluję o szacunek w ewentualnych wypowiedziach. 

Łukasz Piłat

Komentarze

  1. Religia powinna być poza szkołą i bez żadnych opłat.

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam wywiad Żelaznej Logiki z Grzegorzem Braunem również na ten temat: https://www.youtube.com/watch?v=-KCKATIJJHs. Pytanie trzecie, od 9:13.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy i merytoryczny artykuł, a poruszone problemy, są jak najbardziej niestety realne !

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz