Przejdź do głównej zawartości

Następca JOW-ów — system STV | Młodzi W Polityce

Większość Polaków o pojęciu Jednomandatowych Okręgów Wyborczych (JOW) usłyszało w 2015 roku, kiedy to znany muzyk rockowy Paweł Kukiz postanowił wystartować w wyborach prezydenckich i jako jeden ze swoich głównych punktów programu postulował ich wprowadzenie. Według niego system ten „oddaje państwo obywatelom” i rozbija monopol partii politycznych. Ciekawą alternatywą dla JOW-ów, jak i obecnego systemu proporcjonalnego jest mniej znany system STV. Który jest lepszy? Zapraszam do lektury.




Obecny system

Aktualnie w Polsce mamy system proporcjonalny- w całej Polsce znajduje się 41 okręgów wyborczych, z każdego wybiera się od 7 do 20 posłów- w zależności od wielkości danego okręgu. Aby dostać się do Sejmu należy znajdować się na liście partii, która uzyskała wynik minimum 5%, przekraczając tym samym próg wyborczy, bądź koalicji, dla której próg wynosi 8% oraz uzyskać odpowiednio dużą ilość głosów. W obecnym systemie dochodzi do wielu patologii- przykładowo, posłem, który otrzymał najmniejszą liczbę głosów w Polsce, jest Zbigniew Gryglas, na którego zagłosowało tylko 1011 Polaków. Dla porównania, startujący w tym samym okręgu Janusz Korwin-Mikke otrzymał 56994 głosów, a posłem nie został. Liczbę posłów każdego ugrupowania, które przekroczyło próg wyborczy, oblicza się za pomocą metody Donth’a. To rozwiązanie również wywołuje wiele kontrowersji- w obecnym Sejmie Prawo i Sprawiedliwość ma samodzielną większość (ponad 230 posłów), a otrzymało 37,58% głosów. W 2007 roku na Platformę Obywatelską zagłosowało 41,51% Polaków, a musiała ona dzielić władzę z PSL.

Obecny system, niestety prowadzi do „zmarnowania” wielu głosów, ze względu na wysoki próg wyborczy. Dużo Polaków nie chodzi na wybory ze względu na to, że ugrupowania, które popierają, nie mają zbyt dużych szans na dostanie się do Sejmu, a ich głos liczy się w skali całego kraju, przez co ma znacznie mniejszą wartość. Alternatywą dla systemu proporcjonalnego są: dosyć popularne JOW-y lub mniej znany, a według wielu najlepszy system zwany STV.

Na czym polega system JOW?

W JOW-ach, jak sama nazwa wskazuje, okręgi wyborcze są jednomandatowe, co w praktyce oznacza, że do każdego okręgu w wyborach do Sejmu, bądź Senatu wybierany jest tylko i wyłącznie jeden kandydat, który otrzymał największą ilość głosów. System ten jest stosowany na przykład w USA, Wielkiej Brytanii, czy Kanadzie. W Polsce taką ordynację stosuje się w wyborach do Senatu. Gdyby wprowadzono takową ordynację w wyborach do Sejmu liczba okręgów, wzrosłaby do aż 460 (obecnie 41), co oznacza, że przeciętny okręg wyborczy zmniejszyłby się 10-krotnie. Do zalet JOW-ów na pewno można zaliczyć także to, że wystartować w wyborach może każdy, niezależnie czy jest członkiem partii, czy nie jest. Dodatkowo kandydat wybrany w systemie JOW-ów ponosi większą odpowiedzialność za swoje głosowania, gdyż jego „być albo nie być” w następnych wyborach nie zależy od wyniku całej partii, lecz jedynie głosów na jego samego, a wyborcy na pewno zapamiętają np. podniesienie ręki za podwyżką podatku.
System Jednomandatowych Okręgów Wyborczych nie jest jednak perfekcyjny. Ma sporo problemów, przede wszystkim doprowadza on do zabetonowania sceny politycznej dla 2 największych partii- w wypadku Polski PiS i PO. Widać to po wyborach do Senatu- na 100 senatorów wybieranych w JOW-ach 95 to przedstawiciele PiS-u i PO. Podobna sytuacja występuje w USA gdzie, dominują Partia Republikańska i Partia Demokratyczna, a w Wielkiej Brytanii Partia Pracy i Partia Konserwatywna. Do największych zwolenników tej ordynacji należy ruch Pawła Kukiza- Kukiz’15 (choć sam lider mówi o tym, że ordynacja STV również jest dobrym rozwiązaniem) oraz Demokracja Bezpośrednia.


Na czym polega system STV?

System STV (Single Transferable Vote- pol. Pojedynczy Głos Przechodni) polega na szeregowaniu kandydatów względem naszych preferencji. W tej ordynacji głosujemy na kilku kandydatów. Przy kandydacie, który nam najbardziej odpowiada, stawiamy „jedynkę”, przy mniej preferowanym „dwójkę” itd. Przy kandydatach, których nie chcemy widzieć w Parlamencie, nie stawiamy nic. System ten ma mnóstwo zalet- jest zgodny z naszą obowiązującą konstytucją, więc do zmiany ordynacji na STV wystarczyłaby większość sejmowa. Po drugie- w takim systemie nie marnuje się praktycznie żaden głos- o czym więcej w późniejszej części materiału. System wprowadza także więcej kultury do polityki- politycy nie będą mogli, aż tak mocno atakować siebie nawzajem, gdyż ważne, jest nie tylko to czy ktoś głosuje na daną partię, lecz także to, na jakie zagłosuje w następnej kolejności. Dodatkowo- taka ordynacja jest bardziej sprawiedliwa od JOW-ów i obecnego systemu w Polsce. Wyborcy ugrupowań o podobnych poglądach (np. Kukiz’15 i Partia Wolność) nie mieliby problemu z wyborem kandydata, gdyż zawsze mogliby jedną z partii zaznaczyć na 1. Miejscu, a drugą na 2. System taki stosuje się np. w Australii, czy Irlandii.
Podobnie jak JOW-y również i ten system nie jest pozbawiony wad. Największą z nich jest poziom jego skomplikowania. Głosy przelicza się w bardzo nieprzejrzysty sposób. Najpierw dzieli się liczbę oddanych głosów przez liczbę mandatów, jaka przysługuje danemu okręgowi wyborczemu. Otrzymana liczba to tzw. suma. Kandydaci, którzy przekroczyli tę liczbę głosów, automatycznie dostają się do Parlamentu. Załóżmy, że w okręgu oddano 100000 głosów, a do rozdysponowania jest 10 mandatów. W tym wypadku suma wynosi 10000. Następnie, nadwyżkę z sumy głosów oddanych na kandydatów, którzy automatycznie dostali się do Parlamentu, dzieli się pośród innych kandydatów. Jeśli, przykładowo, kandydat otrzymał 15000 głosów, nadwyżka wynosi 5000. O tym, w jaki sposób ta nadwyżka zostanie rozdysponowana, decydują przede wszystkim głosy „drugiego wyboru”, jak i następnych, ludzi, którzy poparli kandydata, który otrzymał 15000 głosów. Wzór, wedle którego te głosy się rozdziela, jest dość złożony, więc nie będę go tutaj przedstawiał. Jeśli głosy wszystkich kandydatów, którzy przekroczyli sumę, zostały już rozdzielone, głosy kandydatów od ostatniego miejsca (najmniejszej liczb zdobytych głosów) rozdziela się w taki sam sposób. I tak aż do osiągnięcia wyniku większego od sumy przez tylu kandydatów, ile posłów przysługuje danemu okręgowi.


Jak widać, system ten jest skomplikowany, lecz według mnie bardzo sprawiedliwy. Uważam, że jako państwo stać nas, by zmienić ordynację wyborczą na właśnie system STV i zmieni to sytuację polityczną w naszym kraju na lepszą. Z perspektywy wyborców to nie jest nic trudnego- wystarczy uszeregować kandydatów, których popieramy w kolejności od tego, któremu ufamy i którego popieramy najbardziej, do tych mniej preferowanych. Daje to większe szanse mniejszym partiom politycznym, których wyborcy mają podobne poglądy (np. Kukiz’15 i Partia Wolność). Gorzej prezentuje się sytuacja z przeliczaniem tych głosów, no ale skoro nas stać na dawanie 500 złotych miesięcznie na większość dzieci, to uważam również, że stać nas na przeliczanie głosów w takich sposób, a na pewno koszt przeliczania głosów w systemie STV nie będzie aż tak drogi.


Jakub Mamczyk

Komentarze

  1. Czy STV nie dawałoby pola do manipulacji, skoro jest tak skomplikowane?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze jest pole do manipulacji, trzeba po prostu dobrze tego pilnować.

      Usuń
  2. Nie dla idiotów - jak w reklamie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz