Przejdź do głównej zawartości

"Patriotyzm nie polega na wielkich opowiadaniach, a na czynach..." | Młodzi w Polityce

Wywiad z Panią dr Haliną Jędrzejewską, ps. "Sławka"
 Powstańcem oraz działaczką kombatancką. 

(KP. – Krystyna Piątkowska): Powstanie Warszawskie, to z pewnością chwile wielkiego niepokoju i obawy o przyszłość. Jakie momenty tych 63 dni okazały się dla Pani najbardziej kryzysowe? 

(HJ. – Halina Jędrzejewska): Najgorsze były ostatnie dni, kiedy dowiedzieliśmy się o tym, że walki będą wstrzymane, że są prowadzone rozmowy z Niemcami. Gdy rozeszło się to po oddziałach, to nie było radości, że wreszcie skończy się ten koszmar, że nasi koledzy przestaną ginąć. Nie było tego, a może powinno się tego oczekiwać. Pamiętam, że myśmy byli wszyscy po prostu wściekli. W oddziałach ludzie byli zrozpaczeni tym, że trwają takie rozmowy i że będą zmuszeni przerwać walkę. Nie było zadowolenia, nie było radości. Było tylko ogromne poczucie, że nasze oczekiwanie walki do końca, za wszelką cenę, nie spełni się. Pamiętam doskonale atmosferę, jaka panowała. Rozgoryczenie, rozpacz i chęć dalszej walki, po prostu. 


(KP): W jaki sposób dowiedziała się Pani o wybuchu Powstania? Jaka była Pani reakcja? 

(HJ): Na parę dni przed Powstaniem żołnierze AK dostali rozkaz, gdzie mają być w najbliższych dniach. Ja byłam w pięcioosobowej grupie sanitariuszek i wiedziałam, że mam się zgłosić dwa dni przed wybuchem Powstania pod określony adres i tam będziemy czekać na wiadomość o godzinie rozpoczęcia działań. Doczekałyśmy się tylko instrukcji, że mamy się rozejść do domów, a tam czekać na informacje o planowanej godzinie W. Była w naszej grupie ustalona kolejność zawiadamiania siebie nawzajem, a ja akurat byłam na samym jej końcu. W dniu Powstania czekałam zniecierpliwiona na moment, gdy koleżanka zapuka do moich drzwi z wyczekiwaną informacją. Koło godziny trzynastej przyszedł do mnie przyjaciel, żeby się ze mną pożegnać, bo szedł już do Powstania. Okazało się, że u niego łącznik już był i że on już wie, gdzie i o której ma się zgłosić. Byłam przerażona, że ja wciąż nie posiadam żadnych informacji. Bałam się, że wiadomość dojdzie do mnie za późno. Gdy przyjaciel odszedł w swoją stronę, wsiadłam od razu do tramwaju i pojechałam do domu koleżanki, która miała za zadanie powiadomić mnie o godzinie wybuchu Powstania. Spotkałam ją w samych drzwiach, gdy przygotowywała się już do wyjścia. Szybko wymieniłyśmy się informacjami i każda ruszyła w swoją stronę. Ona pojechała już do miejsca, gdzie miałyśmy się wszystkie spotkać, a ja wróciłam jeszcze do domu, żeby wziąć rzeczy i pożegnać się z rodzicami. Starali się zachowywać powściągliwie. Ucałowaliśmy się, a mama powiedziała do mnie: wróć, córeczko. Pamiętam, gdy w drodze do mojego oddziału zobaczyłam pierwszego powstańca. Szedł powoli ulicą z biało-czerwoną opaską na ramieniu i Stenem w ręku. Mówił do ludzi na ulicy, żeby chowali się do bram, ponieważ za chwile może być tu niebezpiecznie. Widok tego mężczyzny był dla mnie zjawiskiem. W tle słyszałam już wystrzały z broni maszynowej. Byłam naprawę szczęśliwa, że wszystko się zaczyna. 

(KP): Jaka myśl towarzyszyła Pani w momencie zakończenia Powstania? 

(HJ): Czułam się fatalnie, tak jak wszyscy. To się wydaje może nieprawdopodobne, ale mimo zmęczenia, głodu, brudu, wciąż naprawdę chcieliśmy walczyć. Ciągle mieliśmy w głowie to, że jeszcze jest szansa na przyjście pomocy ze strony aliantów. Jednak jak wszyscy wiemy, nie przyszła. 

Znalezione obrazy dla zapytania halina jędrzejewska

(KP): Jak często wraca Pani myślami do wydarzeń z Powstania? Jakie emocje temu towarzyszą? 

(HJ): Właściwie głównie wtedy, gdy zwracają się do mnie ludzie z prośbą o wyjaśnienie jakichś spraw, o opowiedzenie czegoś. Emocje zawsze są duże i tak będzie już do końca życia, nie ma na to rady. Gdy o tym mówię, widzę bliskich kolegów, którzy umierali na moich oczach. To jest coś, co zawsze łapie mnie za gardło. 

(KP): Mimo dramatyzmu wydarzenia, jakim było Powstanie Warszawskie, jego uczestnicy określają ten okres jako jeden z najpiękniejszych i najważniejszych w życiu. Co sprawia, że Powstańcy w ten sposób wspominają 1944 rok? 

(HJ): Rozmawialiśmy z kolegami nieraz na ten temat, bo jest to pytanie, które często nam zdawano. Trudno to ludziom pojąć. Ten okres był i jest dla nas tak piękny i ważny, bo marzyliśmy o wolności, pragnęliśmy wolnej Warszawy, a na czas Powstania, szczególnie na samym jego początku, myśmy czuli tę wolność. Wydawało nam się pewne, że wyzwolimy nie tylko Stolice, ale i cały kraj. 

(KP): Z pewnością w trakcie powstania zawiązywały się między ludźmi wyjątkowe relacje. Kogo wspomina Pani najlepiej z tamtego okresu? 

(HJ): Najlepiej wspominam takiego chłopaka, który miał pseudonim „Tchórz”. Był nieprawdopodobnie odważny. Podejmował się zawsze najcięższych zadań i nie chciał narażać nikogo innego. Pamiętam sytuacje, gdy zebrał nas dowódca i powiedział, że przed nami stoi bardzo trudne i niebezpieczne zadanie, a ten, kto pójdzie je wykonywać, ma naprawdę małe szanse na powrót. Musieliśmy przetransportować do naszego miejsca pobytu amunicje i granaty. Nie byłoby to tak ryzykowne, gdyby nie fakt, że cały budynek był pod ostrzałem Niemców. W tym przypadku nie wyznaczał, kto ma to zrobić. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy w niezwykle trudnym położeniu. Gdy dowódca zadał pytanie, kto chce się tego podjąć, „Tchórz”, nim się obejrzeliśmy, stanął i powiedział „Ja!”. Nikt nie protestował. Wiedzieliśmy, że ta misja jest owiana ogromnym ryzykiem. Czatowaliśmy od momentu jego wyjścia i oczekiwaliśmy na powrót z potrzebną amunicją. W pewnym momencie zauważyliśmy, że nasz kolega się zbliża. Ostatnim i najtrudniejszym etapem było przetransportowanie ładunku do środka budynku. Dowódca zdecydował, że najbezpieczniejsze będzie podanie sobie amunicji przez dach. Jedna osoba miała wejść na górę i spuścić się na linie, a reszta leżeć płasko na dachu i odbierać od niej ładunki. Powiedziałam kolegom, że ja powinnam wykonać to zadanie. Jestem mała, drobna i może aż tak bardzo nie widać mnie z daleka. Zaczęli oczywiście protestować, ale byłam już wtedy nie do przekonania. W momencie, gdy Niemcy mieli zmianę wart, postanowiliśmy zacząć działania. Udało się, ale „Tchórz” nie miał już możliwości powrotu do naszej grupy, więc musiał ruszyć sam do swojego oddziału. Dzięki takiej postawie, połączonej z ogromną skromnością i pokorą, właśnie ten kolega zapadł mi tak głęboko w pamięć. 

(KP): Czy „Tchórz” przeżył Powstanie? 

(HJ): Tak, po wielu latach się odnaleźliśmy. Pamiętam, że na jednym z naszych spotkań, zobaczyłam swoich znajomych i postanowiłam ich ze sobą zapoznać. Przedstawiłam go, jako kolegę z Powstania i powiedziałam, że to jest „Tchórz”. Gdy pożegnaliśmy znajomych, kolega był wzburzony. Powiedział, że jak ja mogłam go w ten sposób przedstawić i że na pewno ci ludzie pomyśleli o tym pseudonimie, jako o części jego charakteru. Byłam niesamowicie rozbawiona i starałam się przekonać go, że z pewnością odebrali to humorystycznie, tak jak było w zamiarze. Mimo to dalej był obrażony, więc zadałam mu pytanie: czy ty sobie wyobrażasz, że ktoś, kto faktycznie byłby tchórzem, dałby sobie taki pseudonim? Nie, nazwałby się prędzej „Odważnym” albo „Bohaterem”. Nie przemówiło to do niego, był na mnie jeszcze długo obrażony. 

Znalezione obrazy dla zapytania halina jędrzejewska

(KP): W jakich okolicznościach poznała Pani śp. Generała Ścibor-Rylskiego? 

(HJ): Nie wiem dokładnie w jakich okolicznościach, na pewno były to pierwsze dni Powstania, bo działaliśmy na podobnym odcinku, w zgrupowaniu „Radosław”. Pamiętam, że bardzo wyróżniał się z tłumu, bo był wysoki, elegancki, bardzo przystojny i, jako jedyny oficer, zawsze ogolony! 

(KP): Jaki prywatnie był Generał? 

(HJ): Bardzo uroczy człowiek. Miał wiele nietypowych cech. Przede wszystkim, niesamowity stosunek do młodzieży. On naprawdę uwielbiał być młodymi ludźmi otoczony. Zawsze zwracał nam uwagę w Związku Powstańców, że za mało się nimi zajmujemy. Młodzież też go uwielbiała. Nieraz mieliśmy takie sytuacje, że przychodzili do niego, chcieli porozmawiać, a on, nawet już w tych słabszych zdrowotnie momentach, przyjmował ich z otwartymi ramionami. Był również niezwykle wyrozumiały w stosunku do ludzi. Nawet w tym ostatnim okresie, gdy spotykało go tyle nieprzyjemności i oskarżeń, zawsze powtarzał, że może tym osobom, które źle na jego temat mówiły, kazali tak robić przełożeni, może boją się, że zostaną wyrzuceni z pracy. Po prostu ich tłumaczył. Nigdy nie chciał się mścić. Gdy namawialiśmy go do przyjęcia jakiegoś stanowiska, walki z fałszywymi oskarżeniami, mówił, że nie warto, że ci ludzie i tak nic nie zyskają na jego opluwaniu. Z Powstania wspominam, że zawsze niezwykle dbał o swoich ludzi. Jeśli dobrze pracowali, to okazywał, że widzi to i docenia. Przy tym wszystkim, zawsze miał również ogromne poczucie humoru. Był naprawdę fantastycznym człowiekiem. 

(KP): Co w czasie Powstania różniło zawodowych wojskowych, takich jak Generał, od młodzieży, która przystępowała do walki bez doświadczenia? Jak odnajdywaliście wspólny język? 

(HJ): Był między nami bardzo dobry kontakt. Oficerowie zachowywali się zupełnie normalnie, tak jak wszyscy inni. Nie przypominam sobie sytuacji, żeby ktoś uważał się za lepszego, ważniejszego, bo był zawodowym wojskowym. 
Znalezione obrazy dla zapytania gen ścibor rylski

(KP): Czym dla Pani jest patriotyzm? Jak my, młodzi, możemy być patriotami w czasie pokoju? 

(HJ): Nie mam zaufania do ludzi, którzy zbyt często używają tego słowa. Patriotyzm nie polega na opowiadaniu o nim, a na czynach, które są dobre dla kraju. W warunkach powstańczych trzeba było myśleć o tym, czy nasze działania nie będą godziły w cały oddział. Tak samo teraz, należy brać pod uwagę dobro ogółu, dobro naszego kraju. Tym właśnie jest patriotyzm. 

(KP): Jak ocenia Pani wiedzę i stosunek dzisiejszych Polaków do Powstania i tragicznych czasów II Wojny Światowej? 

(HJ): Jeśli chodzi o II Wojnę Światową, to myślę, że wszyscy są zgodni, że to był dla nas wielki dramat. Natomiast jeśli chodzi o Powstanie, to zdania są podzielone. Niektórzy ludzie uważają, że to nie tylko było niepotrzebne, ale wręcz szkodliwe. Stawiane są bardzo ostre zarzuty dla dowódców, a czasami nawet samych powstańców. Mimo wszystko nie spotykam się zbyt często z negatywnymi opiniami. Być może dlatego, że przebywam głównie w środowisku powstańczym i nie znam tych ludzi, którzy są oponentami. Wśród osób, które uczestniczyły w Powstaniu, negatywne opinie, mówiące, że było to absolutnie niepotrzebne, to ogromna rzadkość. 

(KP): Wiele zawdzięczamy Powstańcom, którzy, tak jak Pani, walczyli o niepodległą Polskę. W jaki sposób teraz my możemy pomóc i odwdzięczyć się za możliwość życia w wolnym kraju? Z jakimi problemami borykają się współcześnie powstańcy?

(HJ): Zdaje mi się, że najważniejsze jest to, żeby nasze społeczeństwo było przekonane o tym, że myśmy nie zginęli na marne. Żeby ludzie znali prawdę, że nie zostaliśmy do niczego zmuszeni, że chcieliśmy walczyć i byliśmy świadomi i gotowi na to, aby ginąć za Ojczyznę. To jest dla nas, Powstańców, bardzo ważne, żebyście pamiętali, że jako nasi spadkobiercy, musicie dbać o Polskę i prawdę historyczną. 

Znalezione obrazy dla zapytania halina jędrzejewska

(KP): Czy ma Pani jakąś prośbę lub sentencje, którą chciałaby Pani przekazać młodzieży? 

(HJ): Pamiętajcie o polskiej historii, nie pozwólcie jej zakłamać i utrzymujcie powstańczy etos. 

(KP): Bardzo dziękuję za rozmowę.

(HJ): Dziękuję.

Komentarze

  1. Wspaniały wywiad, trafne, nienachalne pytania.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz