Przejdź do głównej zawartości

Polska Wisłą podzielona | Młodzi w Polityce

Na przestrzeni ostatnich dziejów naszego kraju w zbiorowej świadomości Polaków ukuło się pojęcie Polski A oraz Polski B. Dwóch odmiennych światów znajdujących odbicie w większości statystyk, map i wykresów. Jest to jednak krzywdzący podział, a rządy zdają się nie widzieć problemu. O przyczynach oraz rozwiązaniach tego zjawiska opowiem w swoim artykule.

Podobny obraz

Geneza pojęcia

Choć powszechnie o dwóch Polskach mówimy dopiero od ostatnich kilkunastu lat, to geneza całego zjawiska ma korzenie znacznie wcześniej i należy zauważyć, że był to proces złożony. Tereny Polski wschodniej były od zawsze mniej zaludnione i nieco bardziej „dzikie", lecz w obliczu rewolucji przemysłowej, która dokonała się w XIX wieku, nie miało to kluczowego znaczenia. Owo znaczenie, które odcisnęło na tych terenach piętno po dziś dzień miały bowiem zabory, a konkretnie zaborcy. Gdy świat wszedł w nową erę maszyn i wielkiego przemysłu, tereny zaboru pruskiego zostały sprawnie zagospodarowane i niczym „grzyby po deszczu" powstały na nich ogromne kompleksy przemysłowe związane głównie z włókiennictwem. Powstał przemysł, a co za tym idzie? Infrastruktura, bazy energetyczne w postaci m in. kopalń, sprowadzenie ludzi do miast z przeludnionych wsi i ich dynamiczny rozrost, a to i tak tylko niektóre aspekty będące następstwem rozwoju przemysłu na terenie zaboru pruskiego. Reszta zaborów (rosyjski i austriacki) przedstawiały się raczej skromnie w porównaniu do powyższego. Kraje te nie dość, że z opóźnieniem implementowały zachodnie rozwiązania, to jeszcze źle zarządzały podległymi sobie terenami. Austriacka Galicja pełna przeludnionych i ubogich wsi miała być raczej rynkiem zbytu dla przemysłu austriackiego niż ośrodkiem przemysłowym. W zaborze rosyjskim natomiast oprócz zaostrzonych represji i wysokiego oporu wobec okupanta nie było kapitału do zbudowania gospodarki na miarę krajów Europy Zachodniej. Taki widok zastali rządzący II RP już w 1918 roku, gdy odzyskaliśmy niepodległość. Różnice były wówczas widoczne „gołym okiem". Świetnie ukazuje to np. poniższa mapka przedstawiająca linie kolejowe w Polsce w chwili odzyskania niepodległości:


Syzyfowe ujednolicanie

Gdy już odzyskaliśmy prawo do samostanowienia o naszym kraju, priorytetem była jego stabilizacja ekonomiczna i bezpieczeństwo walutowe. Następnie pod koniec lat 20. XX wieku rozpoczął się tzw. Wielki Kryzys, który najbardziej uderzył w rozwijające się niestabilne kraje, a do takich właśnie zaliczała się II Rzeczpospolita. Nie było więc środków ani priorytetu na długoterminowe inwestycje w Polsce B, która nie posiadała żadnych ośrodków przemysłowych, a dominującą role odgrywało tam rolnictwo prezentujące sobą przede wszystkim obraz przeludnionych ubogich wsi i małych gospodarstw bez mechanizacji i chemizacji. Sytuacja zmieniła się, gdy na głębokie wody polityki wypłynęła ważna dla naszego tematu postać, którą za chwilę przedstawię.

Młode, zdruzgotane kryzysem państwo potrzebowało kogoś kompetentnego, kto udźwignie ciężar powierzonego mu zadania. Tą osobą okazał się Eugeniusz Kwiatkowski, doświadczony zarządca mianowany na wicepremiera i ministra skarbu. Jest to postać szczególnie ważna w kontekście omawianego przeze mnie tematu. Dlaczego ważna? Kwiatkowski chciał bowiem jak najszybciej wyprowadzić kraj z trudnej sytuacji ekonomicznej, likwidując różnice pomiędzy tzw. Polską A i B, przeprowadzając dynamiczną industrializację na całym jego terytorium. Niestety jak to często bywa, ambitne plany zweryfikował budżet. Eugeniusz Kwiatkowski pozostawał jednak niezrażony i zamiast industrializować cały kraj, wraz ze sztabem ekspertów opracował plan czteroletni (1936-1940) oparty na strategii budowy Centralnego Okręgu Przemysłowego, w skrócie COP. COP jak sama nazwa wskazuje, miał znajdować się pomiędzy wschodnią a zachodnią częścią Polski, umożliwiając stworzenie spójnej arterii przemysłowej, która rozwijając się, rozwijałaby równomiernie obie części Polski. Umiejscowienie COP-u na ówczesnej mapie Polski przedstawiało się następująco:



Tym razem realizacja planu zaczęła przebiegać pomyślnie. Zrealizowano wiele inwestycji polepszających stan Polski „B”, takich jak fabryka silników samolotowych, fabryka artylerii w Rzeszowie, czy kompleks chemiczny w Nowej Sarzynie na Podkarpaciu. Ponadto w ramach tych inwestycji budowano infrastrukturę obsługującą nowe ośrodki przemysłowe, a także bazy energetyczne dla tych projektów. Niestety pomimo potencjału, plany Kwiatkowskiego zahamował wybuch II Wojny Światowej, przez którą znaleźliśmy się pod sowiecko-niemiecką okupacją. Po wojnie, gdy już na dobre ustabilizowała się w Polsce władza PZPR, przypomniano sobie o przedwojennych planach i kontynuowano prace w obrębie COP-u, który stał się kluczowym ogniwem gospodarki centralnie planowanej PRL-u. Polska Ludowa nie jest łatwym tematem do omówienia. Wiemy, że gospodarka posiadała wówczas wielkie luki, doprowadzając nieraz do reglamentacji żywności i podnoszenia cen. Należy natomiast zaaprobować spore nakłady na ujednolicenie i unowocześnienie Polski B. Wsie otrzymały maszyny rolnicze i nawozy, a w wyniku intensywnych migracji ludności w pierwszej połowie lat 50. XX wieku związanych z realizacją planu sześcioletniego, wsie przestały być przeludnione. Powstały liczne ośrodki przemysłu przetwórczego i inwestycje przemysłowe oraz wydobywcze, takie jak fabryka samochodów Honker w Lublinie czy zagospodarowanie Lubelskiego Zagłębia Węglowego.


Zburzenie marzeń i ponowna odbudowa

Większość Polaków tragicznie wspomina niepewność lat 90. XX wieku. Błyskawiczny proces prywatyzacji i pośpiesznie przygotowywanych zmian ustrojowych doprowadził do końca snów o jednej Polsce. Prywatyzacje cukrowni i likwidacja produkcji samochodów, to tylko niektóre problemy, które uderzyły w kilkudziesięcioletni już wówczas proces ujednolicania Polski A i B. Istotnym problemem czasów transformacji był również niestabilny budżet, w którym na niewiele rzeczy było miejsce, a już na pewno nie na wspieranie regionów słabiej rozwiniętych. Tak więc znów strumień kapitału, nowych inwestycji i środków od państwa rozlał się pomiędzy główne ośrodki przemysłowe kraju, pozostawiając wschodni brzeg Wisły w tyle. Powyższa sytuacja wydaje się wręcz analogiczna do czasów II RP sprzed Eugeniusza Kwiatkowskiego. Sytuacja ponownie odwróciła się w 2007 już po wstąpieniu Rzeczpospolitej do Unii Europejskiej. Wtedy to Komisja Europejska zdecydowała się rozpocząć program operacyjny „Rozwój Polski Wschodniej”, który dał Polsce B istny zastrzyk kapitału dla nowych inwestycji. W 2014 roku powstał również program Ministerstwa Innowacji i Rozwoju mający na celu pomoc finansową dla wschodnich województw. Dzięki tym wszystkim środkom udało się m.in. zbudować w Polsce Wschodniej infrastrukturę drogową, która przedstawia się tak jak na poniższej mapce:




Choć rządy naszego kraju starają się naprawiać różnice pomiędzy Polską A i B. Wciąż pozostaje bardzo wiele do zrobienia. Nadzieja leży w wyborach samorządowych, w których Polacy będą musieli wybrać sprawną administrację terytorialną, będącą w stanie stworzyć dobre plany zagospodarowania sprzyjające inwestycjom w regionie. Ponadto wciąż wymagana jest budowa nowych budynków użyteczności publicznej, aby każdy mieszkaniec Polski Wschodniej miał opiekę państwa pod ręką. Nie wszystko jednak leży w rękach samorządów, potrzebne są bowiem rządy, które uskuteczniają martwe obecnie rozwiązania. W Polsce Wschodniej wciąż brakuje miejsc pracy, a ustawa o zwalczaniu bezrobocia w praktyce finansuje budowy siedzib dużych korporacji w miastach takich jak Warszawa, gdzie to zjawisko jest minimalne. Właśnie takie sytuacje wymagają poprawy i są wyzwaniem dla władz centralnych. Czy Polska da radę pokonać ten dzielący, wiślański mur? Pokaże nam to nadchodzący maraton wyborczy i to, co zaprezentują nam kandydaci.

Mateusz Merta

Komentarze