Przejdź do głównej zawartości

Komunikacja miejska. Darmowa? | Młodzi w Polityce

Darmowa komunikacja miejska to postulat niemalże wszystkich kandydatów na urząd prezydenta Warszawy. Bezpłatność tej usługi w swoim programie zawarli Rafał Trzaskowski (Koalicja Obywatelska), Patryk Jaki (Zjednoczona Prawica), Jan Śpiewak (Warszawa Wygra), Piotr Guział oraz Justyna Glusman (Miasto Jest Nasze i Ochocianie Sąsiedzi). Zasadnym pozostaje pytanie, czy rozwiązanie to ma jakąkolwiek szansę na realizację oraz, czy pomysł ten ma ekonomiczną rację bytu?

Stan obecny

Zarząd Transportu Miejskiego w głównej mierze, co dość oczywiste, utrzymuje się ze sprzedaży biletów komunikacji miejskiej oraz z kar nakładanych w przypadku, gdy pasażer korzysta z usług bez niego. 47 milionów złotych to suma pieniędzy zebranych z wezwań do zapłaty. Co ciekawe wypracowuje ją jedynie 245 kontrolerów. Jest to dość dobra inwestycja dla ZTM-u, gdyż średni kontroler pobiera ok. 4000 zł brutto (rocznie ok. 48 000 zł). A to tylko przychody od osób, które biletów nie zapłaciły.


Zyski ze sprzedaży biletów są ogromne. Sam fakt wydania aż 82 milionów sztuk (wraz z długookresowymi) pokazuje, jak potężny jest obrót w ZTM-ie. Jednakże, jak dowiadujemy się ze strony miasta stołecznego Warszawy: „Warszawski system komunikacji miejskiej finansowany jest z budżetu miasta oraz budżetów gmin objętych zasięgiem transportu organizowanego przez miejską jednostkę – Zarząd Transportu Miejskiego, a także przez pasażerów, którzy kupują i kasują bilety. Wpływy ze sprzedaży biletów, które w 2018 r. planowane są w kwocie 918,4 mln zł, pokryją około 35,2% kosztów funkcjonowania komunikacji miejskiej. Oznacza to, że do każdego 20-minutowego biletu kosztującego 3,40 zł, miasto dopłaca 6,26 zł”

Cytat ten wybitnie pokazuje, że obietnica darmowej komunikacji miejskiej nie jest pomysłem tanim. Jeżeli chcielibyśmy refundacji kosztu biletów dla wszystkich, moglibyśmy oczekiwać, że Warszawa niemal podwoi swój budżet z 2018. Prawie 2 mld zł więcej wyłożone na komunikację, ażeby była „darmowa”, to dość duża cena.

Można też oczekiwać, że coraz to więcej osób będzie z komunikacji korzystać, co implikuje dość spory wzrost kosztów związanych z amortyzacją finansową autobusów czy zwiększona częstotliwość aktów wandalizmu na przystankach.


Są jednak miasta na świecie (również w Polsce), które postanowiły wprowadzić darmową komunikację miejską. Przykładami są chociażby Tallin, Ateny, Sofia czy Ząbki.

Plusy i Minusy

Do pozytywów tego rozwiązania należy zaliczyć coś, co nie rzuca się na pierwszy „rzut oka”, tj. wprowadzenie darmowego transportu dla osób zameldowanych w Warszawie. Będzie to stanowić ogromną zachętę dla osób mieszkających i pracujących tamże, a jednocześnie zameldowanych i płacących podatki gdzie indziej, by zameldować się w Warszawie.

Kolejną dość ciekawą zaletą tego rozwiązania jest zadbanie o problem smogu. Szacuje się, że co roku w Warszawie przedwcześnie umiera ok. 1000 osób z powodu zanieczyszczeń powietrza. Darmowa komunikacja publiczna jest dość dobrym rozwiązaniem na walkę ze smogiem, gdyż więcej osób podróżuje tym samym pojazdem. Warto też przypomnieć, iż spaliny samochodowe są drugim, zaraz po kotłach węglowych, emitentem szkodliwych zdrowiu substancji do warszawskiego powietrza.

Inną motywacją do podjęcia opisywanej inicjatywy jest chęć odkorkowania miasta. Bardzo dobrze, w tej materii, działa metro, z którego korzysta ok. 300 tys. osób. Komunikacja miejska mogłaby zachęcić również pracowników do jej wybierania, bowiem każdy, kto podróżował po centrum Warszawy, wie, iż znalezienie miejsca parkingowego graniczy niemalże z cudem.


Ekonomiści szacują, że z powodu korków Warszawa rozwija się gorzej aż o dwa procent w odniesieniu do innych miast. Następną zaletą jest korzyść finansowa dla lokalnej gospodarki. Import ropy w Polsce to 2000 PLN na osobę rocznie. Dla 1,7 mln mieszkańców Warszawy to kwota w wysokości ponad 3 mld zł rocznie, które opuszcza lokalną gospodarkę.

Nawet zmniejszenie zużycia ropy na poziomie 10% dałoby lokalnej gospodarce dodatkowe 10% oszczędności. Główną wadą jest jednak koszt tegoż rozwiązania. 2 mld złotych trudno znaleźć w mieście, które posiada budżet w wysokości... 3 mld zł.

Warszawa musiałaby albo emitować coraz to bardziej ryzykowne obligacje (np. na rynek Catalyst, gdzie skupuje je rząd), albo podnieść opłaty i podatki lokalne dla każdego mieszkańca o 1000 zł. Najbardziej prawdopodobne jest mieszane wyjście z tego problemu, skutkujące podniesieniem nieco opłat przy jednoczesnym wyemitowaniu obligacji na rynek.

Kolejnym minusem może również być obniżony efekt mnożnikowy spowodowany zmniejszonymi inwestycjami gminnymi w sektorze rozbudowy parkingów oraz części dróg. Z pewnością spadną też zyski z opłat parkingowych w centrum miasta.

Podsumowanie

Komunikacja miejska to układ krwionośny każdego dużego miasta. To właśnie w tej kwestii stolica odróżnia się od innych miast; jako jedyna w Polsce posiada linie metra. Dzięki sprawnemu transportowi miejscowości upadają lub rozkwitają. Ważne jest, by następca lub następczyni pani prezydent Gronkiewicz-Waltz z uwagą podjęli prawdopodobnie jedną z najważniejszych decyzji dla Warszawy w ostatnich latach: wprowadzenie darmowych przejazdów lub nie. Czy zalety tegoż rozwiązania są warte tak dużych nakładów finansowych? Pozostawiam to pod ocenę czytelnika.

Daniel Jensen

Komentarze