Przejdź do głównej zawartości

Służba zdrowia w Polsce | Młodzi w Polityce

Podobno, każdy lekarz ma swoją ulubioną chorobę. Warto jednak zaznaczyć, iż 34% z nich (ZnanyLekarz.pl, 2017) otwarcie mówi o wypaleniu zawodowym, a z całą pewnością ich chęć pracy nie poprawi się przez większą ilość schorzeń. Zarazem polska służba zdrowia plasuje się na ostatnich miejscach, jeżeli chodzi o liczbę lekarzy w UE. Czy to moment na zmiany? Co można poprawić?

(fot. PDP, Pixabay)

​Projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej przewiduje przeznaczenie na tegoroczne wydatki związane ze służbą zdrowia 4,67% PKB. Mimo zakładanego zwiększenia nakładów w ilości 6% PKB na ten cel do 2025 roku (to ok. 38 mld zł więcej, niż obecnie) możemy być pewni tego, iż nie odbędzie się to bez zaglądania do kieszeni podatników. Świadomi tego są również eksperci, poruszający ten temat w trakcie II Kongresu „Wizja Zdrowia”. Wielu apeluje o ciągłe podwyższanie wydatków na państwową służbę zdrowia, mimo ciągłego wzrostu środków na ten cel. Jednak nie zawsze idzie za tym wzrost jakości usług, jakie otrzymujemy w zamian.

Służbę zdrowia pozytywnie ocenia 23% Polaków, a głównymi niedogodnościami dla wielu jest biurokracja czy niedobór lekarzy specjalistów. Według raportu „E-zdrowie oczami Polaków” wynika, że szukanie historii choroby, wypisywanie recept czy uzupełnianie danych osobowych zajmuje 80% czasu, spędzonego w gabinecie lekarskim. Alicja Defratyka, autorka projektu ciekaweliczby.pl trafnie zauważa, że: „Zwiększenie nakładów nie rozwiąże problemów, jeśli wkrótce nie będzie miał kto nas leczyć”. Taką sytuację dało się zaobserwować, kiedy to w trakcie nie tak dawnych protestów, aż 4 tysiące lekarzy rezydentów wypowiedziało klauzule, pozwalające na prace powyżej 48 godzin. Problem z obsadą dyżurów pojawił się Bielsku-Białej, Giżycku czy Krakowie. Dane GUS mówią, że w roku akademickim 2015/2016 na kierunkach medycznych kształciło się 60 tys. osób, a z roku na rok limit przyjęć rośnie. Rokrocznie, uczelnie opuszcza około 3,5 tys. młodych doktorów, co w niewielkim stopniu poprawia sytuacje.

(fot. Tomasz Supel, Pixabay)

Według szacunków na prywatną służbę zdrowia w Polsce wydajemy ok. 30 mld złotych, a w skład tej kwoty, oprócz bezpośrednich opłat, wchodzą też m.in. ubezpieczenia komercyjne. Najczęściej opłacane są wizyty u lekarzy specjalistów. Według fundacji WHO, w sektorze publicznym średni czas wyczekiwania takiej usługi, to 3 miesiące. Równocześnie czas oczekiwania na wizytę np. u ortopedy to przeszło 9,5 miesiąca.

​Polska służba zdrowia ma jednak swoje plusy. Na 1000 pacjentów przypada 6 łóżek szpitalnych, co jest jednym z najlepszych wyników w Europie. Mimo problemów z nieosiągalnością lekarzy specjalistów, aż 74% Polaków twierdzi, że dostęp do lekarzy pierwszego kontaktu nie jest problematyczny, a ponadto, że angażują się oni w swoją pracę. Te statystyki z całą pewnością schlebiają osobom, wykonującym takową profesję, zwłaszcza że jest to zawód zaufania publicznego. Według Europejskiego Konsumenckiego Indeksu Zdrowia (EHCI) z 2017 roku, nadzwyczaj korzystnie przedstawia się kardiologia, która „bez względu na zastosowane kryteria czy wskaźniki […] wypada tu świetnie”, ale szczerze powiedziawszy, to jedyne miłe słowa, które byłoby nam dane usłyszeć.

(fot. HuBar, Wikimedia)

Polska służba zdrowia z całą pewnością wymaga zmian, również, w innych aspektach takich jak zakażenia wewnątrzszpitalne czy odbudowanie profilaktyki w leczeniu uzależnień od tytoniu i alkoholu. Ważnym problemem jest ponadto funkcja ministra zdrowia, którą od 1989 roku pełniło 19 osób, a żadna z nich nie była na tym stanowisku pełnych czterech lat (najdłużej Ewa Kopacz – 1452 dni). Spoglądając na obecną postać pana ministra Łukasza Szumowskiego, musimy być świadomi, że w dwa lata, nie jest w stanie wprowadzić diametralnych zmian w służbie zdrowia. Być może będzie w stanie zapoczątkować reformy, które ustabilizują sytuację w polskiej służbie zdrowia i położy tym samym solidny fundament pod pracę następców.

Maciek Kaczmarek

Komentarze