Przejdź do głównej zawartości

Historia polskich debat | Młodzi w Polityce

Debaty polityczne zawsze wywołują emocje. Czeka się na nie zazwyczaj długo i... rzadko przekonują do zmiany poglądów tych już zdecydowanych. Odbywają się one przed każdymi wyborami parlamentarnymi, jak i prezydenckimi. Można ich wysłuchać także w miastach i mniejszych miejscowościach w ramach wyborów samorządowych. Według niektórych są one tylko „reżyserowanym teatrzykiem” i nie ma sensu ich oglądać. Są też tacy, dla których debata jest momentem, w którym zaważy się ich głos. Nie mieliśmy ich w historii Polski wiele, ale kilka do dziś jest przywoływanych.


(fot. Platforma Obywatelska RP, Wikimedia)

Jak to się zaczęło?

Można powiedzieć, że wszystko zaczęło się w 1980 roku. W tym roku na strajku w Stoczni Gdańskiej decydują się losy rejestracji „Solidarności”. Debata rozgrywa się między protestującymi a rządzącymi. Niestety nie była ona transmitowana w telewizji ani w radiu. Mogli ją za to słyszeć zebrani na miejscu robotnicy. Smutną odsłoną tej debaty jest fakt, że jej uczestnicy po stronie strajkujących musieli upewniać się, że nie zostaną po podpisaniu porozumień aresztowani.
Jeden z mówców mówił ,,Czy możemy być pewni, że nie znajdą się fałszywi świadkowie i fałszywy proces, i nie okaże się, że cały MKS to banda kryminalistów".
Przedstawiciele PZPR odcięli się od oskarżeń i „poczuli się obrażeni” takimi oskarżeniami. Jednym z najbardziej pamiętliwych zwrotów było „Jak się już coś napisze piórem, to się nie wymaże tak łatwo.” — mówił o porozumieniu jeden z rządzących.
Jak znamienny jest fakt, że rok później władza ogłosi stan wojenny, delegalizację „Solidarności” i całe kierownictwo opozycji zostanie internowane i aresztowane…

(fot. Krugerr, Wikimedia)

Koniec PRL

Zaraz po zakończeniu stanu wojennego w 1983 roku do debaty publicznej wróciła kwestia „Solidarności”. Do stoczni gdańskiej przyjechał wicepremier Mieczysław Rakowski. Doszło do kolejnej debaty rządzących z robotnikami. Rakowski chciał upokorzyć „Solidarność”, lecz jego ogromna zarozumiałość i pycha zniszczyła zamierzony efekt pojednawczej pogawędki. „Nie ma powrotu do »Solidarności«. A ci, którzy trwają w uporze, po prostu po pewnym czasie się męczą. Wy już teraz jesteście zmęczeni bardziej niż kiedyś. Nie będzie siadania do stołu, bo nie ma z kim” — mówił przy buczącej sali.

Mija 5 lat — rok 1988. „Solidarność” jest w impasie. Zaledwie 42% Polaków popiera jej legalizację. Trwają rozmowy w Magdalence, jednak większość rządzących jest przeciwna porozumieniu z opozycją. Alfred Miodowicz, szef związków zawodowych podlegających władzy partyjnej domagał się wtedy debaty telewizyjnej z Wałęsą. Był pewien, że w ten sposób pogrąży „Solidarność”, tak się jednak nie stało. 30 listopada 1988 był tak skupiony na Wałęsie, że nawet nie przywitał się z widzami. Miodowicz swoim zachowaniem przejawiał arogancję i brak szacunku. Nie okazywał go nie tylko do Wałęsy, ale przede wszystkim do wszystkich ludzi „Solidarności”, których on reprezentował. Łączył ich nawet z antysemityzmem. ,,Ja znam Wasze hasła, o tych liściach, ja nie będę ich powtarzał, albo »precz z komuną«. Nie ma jeszcze, co prawda, hasła »Bij żyda« ale to powiedzmy tak lecą te hasła" — mówił Miodowicz.
Wałęsa, z kolei był opanowany, nie zapomniał także o telewidzach.
,,Dobry wieczór Państwu, cieszę się z naszego spotkania, tym którzy przez 7 lat nie zwątpili, dziękuję." — powiedział.
Był naturalny i zachował szacunek dla oponenta. Debata zmieniła myślenie Polaków o „Solidarności”. Kilka dni po niej, w sondażu, za jej legalizacją ubiegało się 64%, czyli o 22% więcej niż przed nią. Świadczy to o tym, jak wielkie znaczenie mają debaty

(fot. Sławek, Wikimedia)

Debaty w III RP

W 1990 roku, przy pierwszych wolnych wyborach prezydenckich, debata się nie odbyła. Wygrał je Lech Wałęsa, pokonujący charyzmatycznego Stanisława Tymińskiego.
Do pierwszej prawdziwej debaty w wyborach prezydenckich doszło w 1995 roku, pomiędzy Lechem Wałęsą a Aleksandrem Kwaśniewskim. Jednocześnie, jest ona chyba najbardziej pamiętną debatą z wszystkich, które odbyły się w naszym kraju. ,,Chciałbym być takim człowiekiem i takim prezydentem, z którego będziecie dumni, a my razem będziemy dumni z Polski, którą tworzymy." — mówił wtedy Kwaśniewski.
"Z komunistyczno-bolszewicką szczerością, Aleksander Kwaśniewski." — zripostował Wałęsa.
"Widzę, że Pan bez słowa „komunizm” nie może pójść spokojnie spać, więc rozumiem, że Pan się położy dziś spać w dobrym nastroju, bo powiedział Pan to" — odrzekł Kwaśniewski.
W wypadku tej debaty, to Wałęsę zgubiła pewność siebie i poczucie wyższości, do historii przeszedł cytat "Pan tu wszedł jak do obory, ani me, ani be, ani kukuryku”, który istnieje w polskiej przestrzeni publicznej do dziś. Po zakończeniu debaty, kiedy Kwaśniewski chciał pożegnać się z rywalem, Wałęsa zareagował nerwowo. ,,Panu to ja mogę nogę podać" — stwierdził. Urzędujący prezydent zdenerwował się, bo Kwaśniewski, wchodząc do studia, przywitał się ze wszystkimi, tylko nie z nim. W 2000 roku nie doszło do debaty, a wybory ponownie wygrał Aleksander Kwaśniewski.

Wartą zapamiętania jest wygrana śp. Lecha Kaczyńskiego nad Donaldem Tuskiem w 2005 roku. Jednak debata ta bardziej przypominała przyjacielską pogawędkę niż debatę kontrkandydatów.
,,Mam tutaj obok siebie bardzo trudnego przeciwnika, a także przyjaciela." — mówił śp. Lech Kaczyński
Tusk był lekko speszony, nie patrzył się widzom w oczy, przez co prawdopodobnie przegrał te wybory. Odrobił jednak lekcję i zdecydowanie wygrał w debacie w 2007 roku. Szef PiS długo mocował się wtedy z etui na okulary, co — zdaniem ekspertów — rozbiło go. Tusk punktował go pytaniami o ceny podstawowych artykułów spożywczych i cały czas zachowywał luz. Pamiętny był moment, w którym Lech Kaczyński nie wiedział jak zwracać się do Tuska. „Donaldku, donaldusiu?” Kiedy w końcu Donald Tusk z uśmiechem powiedział do Kaczyńskiego „mów mi Donek” — szef PiS był „ugotowany". Tusk zwyciężył także poczuciem humoru i zdecydowanie dominował nad byłym prezydentem.
"Pan ludzi o złej reputacji wynosi do władzy, a potem ich Pan aresztuje. Można się tak bawić, ale szkoda Polski" — powiedział Tusk.
Późniejsze debaty nie były już tak widowiskowe, a w szczególności ta, która odbywała się w 2010 roku, w cieniu katastrofy smoleńskiej, którą mało kto z nas pamięta.

(fot. Archiwum Kancelarii Prezydenta RP, Wikimedia)

Debata w 2015 roku była nieco ciekawsza — padały wzajemne oskarżenia o niedotrzymywanie obietnic, między Andrzejem Dudą a Bronisławem Komorowskim. "Pan zdążył już z piątku na poniedziałek zmienić swój pogląd." — mówił Duda. Nie padły w niej jednak ciekawsze zwroty, które byłyby godne zapamiętania i przytoczenia.

W 2018 roku odbyła się pierwsza Debata Warszawska, transmitowana przez TVP i dostępna w całej Polsce na żywo. Pomimo, że było aż 14 kandydatów i każdy z nich miał mało czasu na wyrażenie swoich poglądów. Przez telewidzów na pewno zostaną zapamiętane wypowiedzi np. Janusza Korwina-Mikkego, który mówił o tym, że w Warszawie nie ma smogu, Pawła Tanajno, obrażającego papieża, czy klęczącej Krystyny Krzekotowskiej.

Jak widać, niektóre debaty w polskiej historii znacząco wpłynęły na rządy w naszym kraju, co oznacza, że wpłynęły na los nas wszystkich. Mimo że przez ostatnie lata nie doszło do słynnych starć, debaty są nieodłączną częścią wszystkich wyborów.

Jakub Mamczyk

Komentarze