Przejdź do głównej zawartości

Media — czwarta władza | Młodzi w Polityce

Media publiczne istnieją w Polsce od czasów II Rzeczypospolitej. Nie zarabiają same na siebie, a finansowane być muszą ze środków zgromadzonych w budżecie państwa. Czy istnienie takiej instytucji w dzisiejszej Polsce jest konieczne? Komu media publiczne tak naprawdę służą?

(fot. Pxhere)

Powszechnie jako media publiczne rozumie się media, których właścicielem lub udziałowcem większościowym jest skarb państwa. Nie jest to wyłącznie polski wynalazek, media tego typu funkcjonują w większości państw współczesnego świata. W Polsce działają dwie spółki, które uznać można za główne media publiczne, Telewizja Polska oraz Polskie Radio. Prezesów kierujących oboma tymi spółkami powołuje Rada Mediów Narodowych. Już w tym miejscu warto zauważyć specyficzny tryb powołania tego gremium, który powoduje, iż jak gdyby „z urzędu” wybory szefostwa mediów publicznych odbywać się będą po linii politycznej. Rada Mediów Narodowych składa się bowiem z trzech członków wybranych przez Sejm oraz dwóch mianowanych przez Prezydenta i wskazanych przez kluby opozycyjne. Sama ustawa medialna zapewnia aktualnej większości sejmowej większość również w Radzie Mediów Narodowych, a co za tym idzie również monopol na kreowanie przekazu medialnego w państwowym radiu i telewizji.

Odkąd istnieją media publiczne, odtąd zawsze krytykowane były przez opozycję jako instrument rządowej propagandy. I obiektywnie przyznać należy, iż zawsze miały one charakter prorządowy. Mimo to do roku 2015 zachowywały przynajmniej pewne minimum, pozory pluralizmu. Dzisiaj tych pozorów już nie ma. Sięgnijmy do badań dotyczących czasu antenowego przeznaczonego przez media publiczne na wypowiedzi polityków różnych opcji w styczniu roku 2014 i dla porównania w tym samym miesiącu w roku 2018. W 2014 roku wystąpienia polityków rządzącej Platformy Obywatelskiej zajęły w TVP 34,65% wszystkich wystąpień, a wystąpienia polityków współrządzącego PSL-u 8,93%, co daje łącznie około 43% czasu antenowego dla polityków koalicji rządzącej. Z kolei w 2015 roku wystąpienia polityków rządzącego PiS-u zajęły aż 65,64% wszystkich wystąpień. W ewidentny sposób te dane pokazują likwidację jakichkolwiek pozorów pluralizmu w mediach publicznych.

(fot. Adam Grycuk, Wikimedia)

Dziennikarze w mediach publicznych zapewne zawsze mieli pewne swoje sympatie polityczne. Mimo to stanowiska dziennikarskie w programach informacyjnych i dyskusyjnych zajmowały osoby nieuczestniczące uprzednio aktywnie w polityce. Po roku 2015 te standardy uległy zmianie. Jednym z głównych redaktorów TVP Info stał się Michał Rachoń. Powszechnie znanym faktem jest, iż redaktor Rachoń od 2002 roku był członkiem rządzącej obecnie partii Prawo i Sprawiedliwości. W roku 2004 prowadził on kampanię kandydatki z ramienia tej partii Anny Fotygi do Europarlamentu, a w latach 2008-2012 zajmował również stanowisko rzecznika prasowego tej partii w Sopocie. Za sprawą Rachonia i jego stylu dziennikarstwa doszło po raz pierwszy w historii mediów publicznych do sytuacji, kiedy podczas programu dyskusyjnego jeden z uczestników, reprezentujący PO poseł Adam Szejnfeld, wyszedł ze studia. W trakcie owego programu prowadzący utrudniał posłowi opozycji przez 15 minut zabranie głosu, a także nazwał przemowę Michała Boniego w Parlamencie Europejskim „donosem”.

Legendą obrosły również publikowane w TVP Info „paski grozy”. Są to wyświetlane na ekranie komunikaty, które w kilku słowach streścić mają aktualnie puszczany w telewizji materiał. Szczególnie sławne paski stały się w czasie prac Sejmu nad reformą sądownictwa. Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować niektóre z owych „pasków grozy”: „obrońcy pedofilów i alimenciarzy twarzami oporów przeciwko reformie sądownictwa”, „barbarzyńcy znów próbowali zakłócić modlitwę za ofiary katastrofy” (pod adresem organizujących kontrmanifestacje podczas miesięcznic smoleńskich), „przyjaciele Sorosa radzą, jak obalić polski rząd”, „oświadczenie szefa skompromitowanej głosowaniem przeciwko Polsce Platformy Obywatelskiej”, „Lech Wałęsa (TW Bolek) murem za Sekretarzem Generalnym Platformy Obywatelskiej Stanisławem Gawłowskim”. Wątpię, aby ktokolwiek po przeczytaniu tych zdań uważał jeszcze, iż media publiczne w Polsce są rzetelne i niezależne.

(fot. Piotr Drabik, Flickr)

Szczególnej krytyce poddać należy jednak manipulacje i fałszerstwa, jakich dopuszcza się obecnie Telewizja Polska. Jako przykład można podać tutaj materiał TVP Info na temat zeszłorocznego protestu lekarzy rezydentów. Media publiczne postanowiły ukazać protestujących medyków jako osoby żyjące w luksusach. Jako dowód na poparcie swojej teorii pokazały zdjęcia z Facebooka Katarzyny Pikulskiej, jednej z protestujących. Zdjęcia te przedstawiały lekarkę m.in. w Kurdystanie. Dziennikarz TVP Ziemowit Kossakowski napisał, iż rezydenci wakacje spędzają w egzotycznych krajach i są osobami bardzo bogatymi. Jak się później okazało, Katarzyna Pikulska rzeczywiście bywa w różnych egzotycznych krajach, ale jako lekarka w ramach misji humanitarnych. Na początku marca lekarka skierowała przeciwko TVP pozew do sądu.

W mediach publicznych po roku 2015 trudno dostrzec jakikolwiek choćby jeden krytyczny komentarz pod adresem rządzącego obozu Zjednoczonej Prawicy. Całość materiału opiera się na kontraście dobry rząd – zła opozycja, umęczony lud – złe elity. Przekaz ten jest tak jednostronny, iż dla wielu osób jest on po prostu niemożliwy do oglądnięcia czy wysłuchania. Widocznie jednak nie są oni jego grupą docelową. Obecne media publiczne krytykowane są również przez naukowców, specjalistów z branży medialnej. Prof. Piotr Osęka, historyk z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk porównał obecny przekaz Telewizji Polskiej z przekazem medialnym w czasach stalinowskich. W jednym ze swoich wpisów na Facebooku poddał też analizie poszczególne elementy obecnego przekazu medialnego i ukazał ich podobieństwa z tym, z którym mieliśmy do czynienia w PRL-u.

(fot. Adrian Grycuk, Wikimedia)

Wiele osób po przeczytaniu mojego artykułu na pewno odpowiedziałoby na niego argumentami, że komercyjne stacje (padłby tu zapewne TVN) również emitują przekaz propagandowy. Zapewne twierdziliby, że jest to propaganda gorsza od propagandy obecnej w TVP. Nie chcę wgłębiać się w ten temat, gdyż pewna propaganda również i w mediach komercyjnych występuje. Nie chcę wdawać się w licytacje, gdzie ta propaganda jest większa, chociaż osobiście uważam, iż obecnemu przekazowi TVP pod względem jednostronności nie może dorównać nawet Telewizja Trwam. Pragnę zwrócić uwagę na jedną rzecz. Media komercyjne finansowane są z pieniędzy ich właściciela. Jeżeli nie chcemy ich oglądać, to po prostu przełączamy kanał. Z kolei media publiczne finansowane są z kieszeni podatników, nas wszystkich, także tych, którzy ich nie oglądają i którzy emitowany przez nie przekaz krytykują. Media publiczne w Polsce w przeciwieństwie do niektórych zagranicznych nie zarabiają na siebie. Przynoszą ogromne straty, które pokrywać muszą wszyscy Polacy. W ubiegłym roku TVP przekazano prawie miliard złotych z budżetu państwa.

W jaki sposób można rozwiązać problem z mediami publicznymi? Na pewno nie rozwiąże go samo odsunięcie obecnej ekipy od władzy. Po tej ekipie przyjdzie kolejna, która również wykorzysta – w mniej lub bardziej propagandowy sposób – media publiczne do realizacji swoich celów. Sposoby pozostają dwa: albo obsadę stanowisk kierowniczych w mediach publicznych przekazać organowi powoływanemu przez Sejm w sposób ponadpartyjny (np. większością 2/3) albo media publiczne sprywatyzować. Innej drogi nie ma.

Jan Sobuś

Komentarze

  1. Uwazam, że obie stacje są w mniejszym lub większym stopniu podporządkowane swoim sympatiom politycznym.Ja oglądam informacje na TVP jak i na TVN ,by mieć pełen obraz sytuacji w Polsce i na świecie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz