Przejdź do głównej zawartości

Polska miejscem zbytu produktów drugiej kategorii? | Młodzi w Polityce

Europa Środkowo-Wschodnia jako miejsce zbytu „produktów drugiej kategorii”? Podwójne standardy czy fałszerstwo żywności? W jakim stopniu jednolity rynek UE pozwala na rozłam w kwestii jakości towarów? Walka o równe prawa konsumentów i obywateli trwa.

(fot. Pixabay)

Problem po raz pierwszy poruszył rumuński europoseł Rareș-Lucian Niculescu, który zauważył, iż produkty należące do różnych kategorii jakości były sprzedawane w wielu krajach pod tą samą marką. Jego wnioski nie spotkały się z rozgłosem, jednak wszystko było jedynie kwestią czasu.
Sprawa nabrała rozpędu w 2013 roku po wypowiedzi dyrektora sieci supermarketów TESCO, który twierdził, że „W wielu przypadkach produkty klasy pierwszej pozostawiamy w Zjednoczonym Królestwie, podczas gdy te klasy drugiej jadą na rynki Europy Środkowo-Wschodniej”. Sieć TESCO stwierdziła później, że te słowa zostały wyjęte z kontekstu, jednak niewątpliwie rozpoczęły one walkę rządów państw Europy Środkowo-Wschodniej o jakościowo lepsze produkty.

​Mogłoby się wydawać, że takie działania to jedynie relikt przeszłości, a rok 1989 rozwiał wszelkie różnice, chociażby w tej kwestii. Rząd Słowacji jako pierwszy podjął zdecydowane kroki w kierunku ustalenia, jak wielkie są dysproporcje wartości towarów m.in. w Polsce, Słowacji czy Rumunii względem państw Europy Zachodniej. Gorszy skład prezentowały wytwory takich marek jak Coca-Cola, Nescafe, Nesquik czy Nutella. Wśród najchętniej kupowanych produktów, identyczne standardy zachowała jedynie czekolada Milka.

(fot. Geograph)

​Problem dostrzegła Komisja Europejska, a także Vĕra Jourová  unijna komisarz do spraw sprawiedliwości, konsumentów i równouprawnienia płci, która twierdziła, że „Oferowanie dwóch różnych produktów w takich samych opakowaniach tej samej marki wprowadza konsumentów w błąd i jest wobec nich nieuczciwe”. W kwietniu br. komisarz Jourová przedstawiła pakiet nowych regulacji w kontekście podwójnych standardów żywnościowych. Dyrektywa zakaże sprzedaży pod tą samą marką produktów o innym składzie, a także pozwoli na publiczną krytykę firmy, pałającej się nieuczciwymi praktykami.
Do głosu doszli i sami producenci, a rzeczniczka firmy HIPP, produkującej dania dla dzieci, stwierdziła, iż ich firma korzystała z jednej receptury, która została zmieniona dla części odbiorców, mieszkających głównie w Europie Zachodniej, jednak z powodu „popularności starej wersji” w pewnych państwach bałkańskich, nie zdecydowano się wprowadzić zmian w składzie produktu eksportowanego na rynek niektórych krajów Europy Środkowo-Wschodniej.
Dużym problemem, oprócz różnicy w jakości, jest cena i zdarza się, że mimo gorszego składu jest ona wyższa. W tej kwestii producenci twierdzą, że ceny produktów w Europie Środkowo-Wschodniej muszą być wyższe z racji mniejszej możliwości sprzedaży, spowodowanej niższą konsumpcją.

KE przeznaczyła 1 mln euro na rozwój badań, które pomogą udoskonalić testy porównawcze produktów spożywczych. Dodatkowo eurodeputowana Róża Thun złożyła poprawkę do budżetu na rok 2018, która zakładała wygospodarowanie 900 tys. euro na kolejne badania produktów spożywczych. Ostatecznie Komisja Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów (IMCO) przesądziła nad niewielkim zmniejszeniem proponowanej kwoty i zdecydowanymi działaniami w kwestii analizy składu żywności.
​Polskie instytucje nie przeprowadziły żadnych badań porównujących żywność w kraju i za granicą. W trakcie jednego z posiedzeń Sejmu sekretarz stanu w MRiRW, Jacek Bogucki, zapytany o problem, odparł, że w Polsce ta sprawa „jest mniej widoczna”, z racji dużego zapotrzebowania rynku na produkty krajowe. Gorszej jakości produkty, tworzone przez zagraniczne koncerny, pozwalają Polakom zaistnieć na krajowym rynku. Jednak kwestia wysokich podatków dla lokalnych producentów, a tym samym liczne udogodnienia dla światowych przedsiębiorców, przekreślają te idee.

(fot. Wikimedia)

​Sprawa różnicy jakości produktów w UE z całą pewnością nie jest kwestią zamkniętą. Pamiętajmy, iż oprócz produktów żywnościowych, dysproporcje są zauważalne w elektronice, środkach chemicznych czy kosmetykach. Jest to jednak sytuacja, gdzie Bruksela i Grupa Wyszehradzka, potrafią znaleźć kompromis, a tym samym pozwolić sobie na konstruktywną dyskusję. Miejmy nadzieję, że jak najszybciej uda się znaleźć rozwiązanie, które zadowoli nie tylko wspomniane organizacje, ale także miliony Europejczyków.

Maciek Kaczmarek

Komentarze