Przejdź do głównej zawartości

Spór na linii Wałęsa - Kaczyński | Młodzi w Polityce

W minionym tygodniu zrobiono krok w celu rozstrzygnięcia konfliktu Lecha Wałęsy z Jarosławem Kaczyńskim będący następstwem napiętej relacji polityków. Prezes Prawa i Sprawiedliwości złożył do sądu 15-stronowy pozew o ochronę dóbr osobistych, oskarżając byłego prezydenta RP o naruszenie dobrego imienia. 



Przedmiotem konfliktu były obraźliwe i nieprawdziwe wpisy oraz wypowiedzi Wałęsy w mediach kierowane pod adresem Kaczyńskiego. Lider PiS przytoczył stwierdzenia Lecha Wałęsy, jakoby powód był „chory na władzę” czy „niezrównoważony psychicznie”. Jednak największą przyczyną rozgoryczenia Kaczyńskiego było przypisanie mu głównej winy w dwóch zdarzeniach: wrobieniu Wałęsy we współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa oraz katastrofie smoleńskiej. To ostatnie wywołało oburzenie w Jarosławie Kaczyńskim, które tłumaczył, jeszcze przed rozprawą, że to niedorzeczne, by miał wydać polecenie lądowania w Smoleńsku świadomy zagrożeń, a jego czarny krawat i marynarka pokazują, jak wielka jest jego żałoba. Prezes PiS podsumował, że wszystkie te incydenty zebrały się na pozew, choć wcześniej, konsultując sprawę ze swoimi współpracownikami, postanawiał się wstrzymać.

Zanim doszło do rozpoczęcia rozprawy w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, dziennikarze byli świadkami „przedstawienia” Komitetu Obrony Demokracji i zwolenników PiS przed gmachem sądu. Jedna ze stron wykrzykiwała hasła wobec Jarosława Kaczyńskiego: „Władza minie, wstyd zostanie”, „Będziesz siedział”, „Prawda boli”, „Skończy się korupcja”, natomiast druga nie odpuszczała, krzycząc: „Przeproś Jarosława” do byłego prezydenta. Sami bohaterzy sporu nawet w sądzie nie potrafili zachować powagi; Lech Wałęsa wypominał Jarosławowi Kaczyńskiemu: „Po co zrobiłem z pana ministra”, na co ten odparł: „Po co zrobiłem z pana Prezydenta”. Poza tym panowie wymienili się takimi gestami jak szydercze uśmiechy i niepodanie sobie dłoni. Niestety, takie docinki coraz częściej stawiane są ponad argumenty.

 

Gdy już rozpoczęła się rozprawa, cały problem miał zostać szybko wyjaśniony, jednak nie było to proste. Sędzia Weronika Klawonn zaproponowała ugodowe zakończenie sprawy, powołując się na 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Przewodnicząca składu orzekającego wytłumaczyła: „Pojednanie naszej ojczyźnie służy i pojednanie to jest to, co leży w interesie Polski i jej obywateli”. Chociaż wcześniej Lech Wałęsa zadeklarował, że jest za pojednaniem, a Jarosław Kaczyński rzekł, że okoliczności wcale nie są dla niego miłe, porozumienie okazało się dla polityków niemożliwe. Zarządzona przez panią sędzię 15-minutowa przerwa przedłużyła się o ponad godzinę. Po konsultacjach z prawnikami i doradcami oraz konfrontacji prezesa PiS z byłym prezydentem nadal nie doszło do konsensusu. Można by złośliwie powiedzieć, że zadanie przerosło polityków, ale faktycznie niemożliwość dogadania się przez prawie dwie godziny świadczy o dużej wadze sprawy, której nie można dostrzec z punktu widzenia osoby trzeciej. Po powrocie do procesu Jarosław Kaczyński zdecydował, że insynuacje dotyczące jego zdrowia psychicznego czy domniemanie przyczynienia się do ujawnienia współpracy pozwanego z bezpieką to sposób zdezawuowania go jako postaci publicznej. Tymczasem pełnomocnicy Wałęsy – Paweł Janc i Maciej Prusak — w odpowiedzi na zarzuty Kaczyńskiego, zaznaczyli, że ówże miał pośredni wpływ na urzędników, powtarzając „plotki” o Wałęsie, nawet jeśli nie wydawał im żadnych poleceń. Radca prawny wraz z adwokatem przytaczali także sytuacje, gdy powód mawiał „Nie traktujcie Wałęsy poważnie” czy „[Wałęsa] jest wielkim deficytem intelektualnym” oraz wypowiedź lidera PiS o„zdradzieckich mordach”.


W wyniku pojedynku na cytaty i sentencje sąd wydał wyrok 6 grudnia – w Mikołajki. W pozwie Jarosław Kaczyński domagał się przeprosin i przekazania 30000 zł na cel społeczny. Sąd, po obiektywnej ocenie sytuacji, postanowił częściowo „ukarać” Lecha Wałęsę. Były prezydent ma obowiązek w ciągu 7 dni publicznie przeprosić lidera PiS na swojej stronie na Facebooku oraz w kilku innych mediach. Przeprosiny mają dotyczyć fałszywych zarzutów spowodowania przez Kaczyńskiego katastrofy smoleńskiej. Ponadto sędzia uzasadniła decyzję w słowach: „Wolność słowa i debaty publicznej stanowi fundament demokratycznego państwa prawa. Bez wolności słowa nie ma demokracji i praw jednostki, ale wolność słowa nie jest wolnością absolutną”. Niewątpliwie powinna to być złota reguła w relacjach międzyludzkich, jednakże jak pokazują ostatnie zdarzenia, jest ona łamana. Dla obywateli zadowalającym może być bezstronny wyrok sądu, gdyż w ostatnim czasie słusznie domagają się prawdy, obiektywizmu i niezawisłości sądów. Patrząc na postawę Lecha Wałęsy oraz postawę Jarosława Kaczyńskiego, obaj pokazali swoje gorsze oblicza. Niezasadne obrażanie i pomawianie drugiej osoby, a także próba penalizacji błahych docinek to zupełnie niedojrzałe i nieprofesjonalne zachowania.

Mikołaj Schubert

Komentarze